piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 12

"Na koniec zawsze jest dobrze, musi być dobrze." 

Podniosłam powieki i wypuściłam oddech. Dawno tak dobrze nie spałam, wstałam całkowicie wyspana i pełna energii. Zdjęłam z siebie koc i zobaczyłam, że nadal leżę we wczorajszych ciuchach. Nagle doszło do mnie, co w ogóle się wczoraj stało.
Zaśmiałam się na samo wspomnienie, ponieważ wow, paliłam skręta, pierwszy raz w życiu i to było… cóż, dobre.
Zmieniłam ubrania i zrobiłam coś ze swoimi włosami, ponieważ nie wyglądały najlepiej. Zrezygnowałam z makijażu i, gdy mój brzuch zaburczał zdecydowałam się na zejście do kuchni.
-Cześć.- Przywitałam się z siedzącymi tam Sam i James’em.- Jak wczorajsze przyjęcie?
-Dobrze.- Odpowiedział mi ojciec pijąc swoją poranną kawę. Moja macocha wypełniała jakieś papiery, jednocześnie stukając coś na klawiaturze notebook’a.- A ty jak się czujesz?
-Co?- A co jeśli on o wszystkim wie? Co jeśli Lou mu o wszystkim powiedział?
-Wczoraj chciałem, żebyście zeszli na chwilę na dół, ale Louis powiedział, że źle się poczułaś i poszłaś wcześniej spać.
-Ach, tak, już lepiej.- Odetchnęłam z ulgi. Zrobiłam sobie dwie kanapki, które pochłonęłam z prędkością światła. Czułam jakbym nie jadła od wieków. Wypiłam też szklankę pomarańczowego soku i odeszłam od kuchni.
Minęłam Steve w przed pokoju i weszłam do salonu.
-Hej.- Mruknęłam do szatyna, który siedział na kanapie i grał na telefonie. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na mnie i znów wrócił na wyświetlacz komórki.
-Cześć.- Wystawił język w skupieniu.- I co, fajnie było poczuć się dorosłą?
-Co?- Już drugi raz dzisiaj nie wiedziałam o co chodzi.
-Mówię o wczoraj. Serio, musiałaś to robić?- Wywróciłam oczami.
-Nic Ci do tego. Moje życie.
-Tak, ale ja po prostu się martwię.- Wyłączył grę. Usiadłam wygodniej na narożniku.- Musimy pogadać.- Zmienił nagle temat.- Ale nie tu.- Spojrzał w stronę kuchni i złapał mnie za nadgarstek, po czym wyprowadził na dwór. Zajęłam miejsce na schodach, a chłopak chodził w tą i z powrotem.
-Zerwałem z Eleanor.- Zmarszczyłam brwi patrząc na Louisa. Moja szczęka prawie opadła, ale powstrzymałam się od tego.
Marzyłam o usłyszeniu tego zdania odkąd pamiętam. Modliłam się o to wieczorami i pragnęłam tego z całego serca. Od kilku miesięcy wyobrażałam sobie jak słyszę te słowa, ale teraz nie wiedziałam, co zrobić. Nigdy nie pomyślałabym, że to rzeczywiście się stanie, że naprawdę to usłyszę.- Najpierw zadzwoniłem do niej, żeby tylko kazać jej wracać od rodziców, ale potem wykonałem drugi telefon i zerwałem- Mówił dalej jak zakłopotany szczeniak. Przygryzłam wnętrze policzka, nie wiedząc, co powinnam wtedy powiedzieć.
-I czego oczekujesz po mnie?- Zapytałam.
-Dałem Ci wystarczająco czasu, możesz w końcu powiedzieć mi, co z nami będzie?
-Z nami? Myślałeś, że gdy powiesz mi prawdę i zerwiesz z El ja od razu do Ciebie wrócę?
-No, tak.- Zbeształam go wzrokiem.- Nie, nie, oczywiście, że nie.- Plątał się.- Po prostu chcę wiedzieć, czy mam, co ratować, czy już wszystko stracone.
-Ja…
-Tylko nie mów mi, że nie wiesz. Mam już dosyć tej Twojej niewiedzy. To męczące, te domyślanie się wszystkiego.
-Chciałam powiedzieć, że nadzieja nadal istnieje.- Uśmiechnęłam się delikatnie.- Pamiętaj, że ona umiera ostatnia.
-Oraz, że jest matką głupich.- Mruknął. Bawiłam się swoimi sznurowadłami, jednocześnie myśląc, czy to wszystko ma jeszcze sens.- Ronnie, spójrz na mnie.- Zrobiłam tak jak prosił.- Czy potrafiłabyś, nie mówię, że teraz, ale czy kiedykolwiek, mogłabyś mi wybaczyć?
Mogłabym? Czy to realne? Zapomnieć o całej tej chorej sytuacji i zaczęcie tego wszystkiego od nowa?
Czułam, że zaraz wybuchnę, od tego nadmiaru myśli.
-Nie wiem.
-Ronnie.- Zajęczał.- A co jeśli…
-Co, jeśli co?
-Nie, to głupie.
-No powiedz.
-I tak się nie zgodzisz.
-Powiedz.- Nalegałam.
-A co jeśli zaprosiłbym Cię na randkę?- Zrobiłam wielkie oczy, po czym prawie zakrztusiłam się własną śliną. Nie miałam przygotowanej żadnej dobrej odpowiedzi. Mogłam przecież powiedzieć tylko krótkie „nie”, ale moje uczucia, ukryte głęboko we mnie postanowiły się odezwać i przeanalizować każde „za” i „przeciw”, a z tego wynikło to, że zamiast, krótkiego „nie”, powiedziałam krótkie:
-Zgodziłabym się.
-Serio?
-Tak.
-Okay, więc czy chciałabyś się ze mną umówić? Jeden wieczór, bez rozpamiętywania przeszłości.
-Dobrze.- Odetchnął i ja również. Nadal jednak czułam się dziwnie.- Możesz być gotowa na 18?
-Jasne.
***
Panikowałam. Ale nie tak jak dziewczyna, która widzi mysz, ale jak dziewczyna, która idzie ze swoim byłym, jednocześnie bratem na randkę. Mogłam oczywiście nie zgodzić się, uciec i schować pod kocem razem z Theo, ale po co? Mam być tchórzem, który chowa głowę w piasek? W ten sposób już zawsze panikowałabym na widok Louisa, a nie chciałam tego.
Chciałam, żeby w końcu Tomlinson przestał wywoływać u mnie napady lęków. A poza tym, gdzieś tam w środku chciałam iść na tą randkę. Przecież to nie musiało być coś zobowiązującego. Dwoje ludzi, którzy idą na zwykłe spotkanie, prawda?
Pięć minut przed osiemnastą byłam już gotowa, miałam na sobie zwykłe spodnie i białą koszulkę, która delikatnie odkrywała mój brzuch. Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone, a makijaż był lekki.
Zeszłam na dół z chwilowym opóźnieniem, a Louis już na mnie czekał. Miałam tak mało czasu – tylko osiem godzin, które w połowie spędziłam na oglądaniu telewizji i długiej kąpieli, żeby się odstresować – że nie zdążyłam przygotować się psychicznie.
-Ładnie wyglądasz.- Skomplementował mnie już na samym początku.
-Dziękuję. To gdzie idziemy?- Zapytałam, gdy przepuszczał mnie w drzwiach. Próbowałam ukryć swój niepokój i drżące dłonie.
-Najpierw zastanawiałem się nad elegancką kolacją na statku i rejsie po Tamizie, potem nad wynajęciem całego London Eye tylko dla nas, ale stwierdziłem, że to zbyt kiczowate.
-I zrobiłeś bardzo dobrze.- Uśmiechnęłam się. Nie chciałam niczego eleganckiego, chciałam tylko, żeby Lou udowodnił, że naprawdę mu na mnie zależy.- Więc, na co się zdecydowałeś?
-Niespodzianka.
-Louuuu.- Jęknęłam.
-Nie pisnę ani słówka. Niedługo tam będziemy.
***
-Wesołe miasteczko?- Zapytałam patrząc na różne kolejki, domy strachów, stragany z nagrodami i watą cukrową.
-Jeśli Ci się nie podoba to…-
-Nie, jest w porządku, serio.- Uśmiechnęłam się, by dodać mu otuchy i podeszliśmy do kasy. Louis kupił bilety na trzy godziny, na wszystkie atrakcje.
-To gdzie najpierw?
-Break Dance?- Podsunęłam pomysł, a widząc szczęśliwą twarz szatyna, wiedziałam, że dobrze wybrałam.
-No to ruszajmy.
Po godzinie byliśmy już po dwóch mniejszych karuzelach i jednej kolejce górskiej, zdążyłam zjeść dwie ogromne, różowe waty cukrowe i wypić litr coca coli. Brzuch bolał mnie od śmiechu, a policzki od uśmiechów, rozmawiałam z Tomlinsonem na dosłownie wszystkie tematy i nie czułam się skrępowana. Nie wspominaliśmy tego, co miało miejsce kilka miesięcy temu, tylko żyliśmy chwilą. Tak, jakby tamte wakacje nie miały miejsca, a my poznalibyśmy się kilka dni temu.
-Co teraz?- Zapytałam wrzucając dwa żelki do buzi.
-Dom strachów?
-Nie jestem pewna.
-No dalej, Ronnie, pękasz?
-Oczywiście, że nie.- Skłamałam.- Po prostu…-
-Spokojnie, nie będę Cię zmuszał.
-Dziękuję.- Rozpromieniłam się i rozejrzałam wkoło, zastanawiając się, na co jeszcze moglibyśmy wejść. W oczy rzuciła mi się nieduża budka, stojąca kilka metrów od nas.- Chcę tamtego lwa.- Wskazałam na misia, którego można było wygrać przez zarzucenie trzech obręczy na kołki.
-Um, okay.- Podrapał się po karku i podszedł za mną do stoiska. Zapłacił i wziął kółka do ręki. Miał trzy próby: pierwsza nie poszła mu najlepiej, nie trafił nawet jednej, druga, nieco lepsza, ale i tak nie dała mu wygranej. Za trzecim razem w końcu mu się udało, miły pan podał mu lewka, a on podarował mi go.
-Proszę.
-Dziękuje.- Stanęłam na palcach i pocałowałam jego policzek. Nie wiem, co dokładniej mną kierowało, myślę, że to był zwykły odruch. Moje policzki natychmiast oblały się czerwienią, a Lou trochę skrępowany spuścił wzrok na ziemię.
-Przepraszam.- Mruknęłam.
-Nic się nie stało.
-Louis…-
-Nie, Veronica, wszystko dobrze.- Uśmiechnął się. Mój żołądek ścisnął się, a ja nie miałam pojęcia, dlaczego. Przytuliłam do siebie pluszaka i to był dobry pretekst do zmiany tematu.
-Jak powinnam go nazwać?
-Lonnie.
-Co? Czemu?
-Louis i Ronnie, czyli Lonnie.- Zaśmiałam się, ale przytaknęłam w zgodzie. Szliśmy powoli w stronę wyjścia, ponieważ zbliżała się już 21.30, a nasz czas się kończył. Szczerze, to nie chciałam jeszcze wracać do domu, bo miło spędzałam czas, a nie byłam pewna, czy po zakończeniu tego wieczoru będzie tak jak na początku, czy to nowy etap naszej znajomości.
-Ronnie?
-Tak?- Szliśmy spacerkiem w stronę domu, a wszędzie wkoło było już ciemno.
-Chciałem jeszcze raz przeprosić…-
-Nie musimy do tego wracać.
-Ale ja chcę. Po prostu muszę wiedzieć, czy mi to wybaczysz.
-Gdybym tego nie zrobiła to nie byłoby mnie tu teraz.- Wyjaśniłam. To prawda, w końcu przyszedł czas, żeby schować dumę i przyjąć przeprosiny. Louis wszystko mi wyjaśnił, nie kochał Eleanor, zerwał z nią, a na dodatek nigdy nie chciał z nią być, czemu miałabym mu nie wierzyć? Mimo, że nie ufam mu tak jak kiedyś, wiem, że powiedział mi prawdę.- Wybaczam Ci, Lou.
Widziałam jak szeroko się uśmiecha i ja zrobiłam to samo, a coś znów ścisnęło mój brzuch. Czyżby nowe stado motyli w końcu znalazło drogę do uwolnienia się? Z jednej strony to wszystko działo się tak szybko, a z drugiej właśnie dostałam drugą szansę przeżycia tego co w poprzednie wakacje, czemu miałabym tego nie wykorzystać?
Chwilę później doszliśmy do willi, a zegarek w mojej komórce wskazywał 22. Światła w całym domu były pogaszone, co znaczy, że James i Sam nie wrócili jeszcze z konferencji.
Tomlinson otworzył drzwi kluczem i weszliśmy do środka. Powiesiłam kurtkę na wieszaku i udałam się za chłopakiem na górę. Cały czas milczeliśmy, nawet wtedy, gdy podeszliśmy pod moje drzwi.
-Dziękuję za ten wieczór.- Powiedziałam w końcu.
-Mam nadzieje, że dobrze się bawiłaś.
-Oczywiście, że tak. Kto nie kocha wesołego miasteczka? No i miło było spędzić czas z Tobą.
-Serio?
-Serio.
-Dobranoc, Ronnie.- Szepnął.
-Dobranoc, Lou.- Szatyn chciał już odejść, ale po chwili wrócił się i uważnie na mnie spojrzał. Na korytarzu było ciemno, więc nie mogłam dokładnie widzieć jego twarzy. Słyszałam jak głośno oddycha, a jego serce szybko biję.

-A co jeśli bym Cię teraz pocałował?


Przepraszam za te kilka minut opóźnienia - złośliwość rzeczy martwych
Po pierwsze zmieniłam nazwę z Natalia Horam na Moose (te 93 to po prostu wymogi bloggera uh -.-)
Po drugie wow wyrobiłam się w tydzień z rozdziałem!
Po trzecie ugh nie pamiętam
Po czwarte coś ostatnio mało komentujecie :c A to naprawdę motywuję, więc jeśli chcecie, żeby rozdziały pojawiały się dość często to bierzcie się za komentowanie <3
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia! i zapraszam na mój ask, nie chcę mi się wklejać linku, ale wszystko znajdziecie w zakładce "kontakt" 
Jeśli będzie ponad 20 komentarzy to dodam jakiś mały albo nawet duży spoiler dotyczący kolejnych rozdziałów <3
Kocham Was xx

31 komentarzy:

  1. Lecę czytać *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mogłaś przerwać w takim momencie?! dawaj szybko kolejny bo zapowiada się ciekawie ;) <3

      Usuń
  2. Kiciaaaaa musisz kończyć w takich momentach ;o ♥ Nie no ogólnie to rozdział super wreszcie coś się zaczyna układać ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. niee!!!!!!!!!! koniec ? serio ? chyba umrę z ciekawości !! świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie w takim momencie ale nastąpił piekny przełom między nimi...czekam na nexta :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak mozna przerwać w takim momencie:(( <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny ,normalnie cudowny rozdział ...i ta końcówka mhmm :) Mam nadzieję,że będą razem <3 Kocham Cie <3

    OdpowiedzUsuń
  7. To zdjęcie Louisa na końcu jest takie awwwww... ;3
    Z resztą, jak cały rozdział, więc idealnie mi pasuje xD
    Cieszę się, że oni w końcu się dogadali i nie kłócą się ze sobą na każdym, możliwym kroku. Chociaż muszę przyznać, że wtedy też było ciekawie xD
    Niech ona się zgodzi go pocałować, ja cię proszę, zrób to dla mnie *-*
    W ogóle coś miałam napisać, ale nie mogę sobie przypomnieć co... A podobno skleroza nie dotyka ludzi w tak młodym wieku. Lekarze powinni zmienić zdanie na ten temat, a ja byłabym idealnym obiektem doświadczalnym, ale nie ważne xD
    Wracając do rozdziału...
    Kiedy Ronnie pokaże swój tatuaż Louisowi. Niech się chłopak zdziwi!! Może wyjdzie mu to na dobre xD
    Aha. I bardzo dobrze zrobił, że zerwał z Eleanor. Najwyższa pora!! xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo nie, ten rozdział to za dużo na moje biedne serce. Dlaczego w tym momencie no dlaczego? Uwielbiam Twoje opowiadanie, kocham to, w jaki sposób piszesz. Masz ogromny talent. Czekam na następny, kocham cię <3

    OdpowiedzUsuń
  9. genialny <3 jak możesz urywać w takim momencie? :C czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny rozdział, jestem ciekawa czy Lou ją pocałuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow - jestem zadowolona, że znalazłam twojego bloga.
    Poprzednie rozdziały nadrabiałam w dwa dni, a teraz czekam z niecierpliwością na kolejne :P /Asieekk

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, a czemu skończone w takim momencie??

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział niesamowity! ♥
    Awww... ♥ Louis... ♥♥♥
    Tylko nie wiem jak mogłaś przerwać w takim momencie? ;c
    Lonnie ♥ Kocham ♥♥♥
    Do następnego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Niech ją pocałuje ! ;D Rozdział na prawdę jest świetny, czekam na następny :) Pozdrawiam :*

    http://effective-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/
    http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejuu jak mogłaś w takim momencie ! XD Ubóstwiam cię, świetnie piszesz i za każdym rozdziałem nie mogę się doczekać następnego :3

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział mega, tylko dlaczego przerwałaś w TAKIM momencie?!?!? Do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowity. Kc.

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej, ciekawy rozwój akcji. Czekam z ciekawością. Pozdrawiam :) S.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zwykle świetne. I jak zwykle przerywasz w TAKIM momencie! Ale ja wiem, że się pocałują (mam 50% szans, prawda ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeju! Zawsze nas trzymasz w napięciu!!! Zejde tu zaraz chyba na zawał!! ♥♥♥
    Exxxxtrraaa rozdział :D czekam na next :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja pierdziele *-*
    Co jak co, ale końcówka mnie rozjebała, i nie wiem dlaczego *o*
    To takie słodkie, z jego strony.... Awww *-*
    Ale nie chciałabym, żeby się teraz pocałowali... Trochę przereklamowane, nieprawdaż? Wolałabym, gdyby odmówiła bo to... Trochę szybko... xD
    Czekam na następny ;3
    Duuużo weny i pomysłów ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. Szczerze mówiąc pierwszy raz komentuję twojego bloga ,no i nie wiem jak by to ująć w słowa, po prostu ten blog jest niesamowity i uzależniłam się od niego. Zazwyczaj czytam FF o Harrym lub Zayn'ie , zraziłam się do tych o Lou, ponieważ czytałam te słabo napisane. Wchodząc na twojego bloga ,nie wiedziałam ,czy nie czeka mnie kolejna, kiepska opowieść miłosna. Ale ta taka nie jest ,o czym przekonałam się już po pierwszym rozdziale. Piszesz z taką pasją, że trudno oderwać się od lektury, historia jest niebanalna i oryginalna ,a myśli i uczucia Roonie , są świetnie opisane. Krótko mówiąc ,po prostu zakochałam się w twoim opowiadaniu. A, no i nie zapominajmy o Louis'ie, który jest taki słodki ,kochany i uroczy , i wogóle awww <333 Kocham twojego blogaska i mam nadzieję ,że nowy rozdział pojawi się wkrótce,bo wyjeżdżam nad morze i nie wiem czy będę miała dostęp do internetu ,a bez twojego opowiadania nie przeżyję
    ~Asia~

    OdpowiedzUsuń
  23. Zostałaś nominowana do LBA xd
    Więcej szczegółów znajdziesz na:
    http://hatred-and-mabye-love.blogspot.com/2014/08/libster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Aaaaa kocham kocham kocham!
    Jejku jak czytałam ten rozdział, to uśmiech z twarzy mi nie schodził, serio haha :D
    Nie mogę się doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Cudo cudo cudo ♥♥ Z niecierpliwością czekam na następny rozdział bo skończyłaś w fatalnym a zarazem świetnym momencie ;**
    ~ Werczi

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń