sobota, 14 września 2013

Rozdział 4



Po dwugodzinnej rozmowie telefonicznej z Lydią dziewczyna w dobrym humorze zeszła na śniadanie. Amanda podała jej talerz z jajecznicą i wróciła do kuchni. Ronnie za szczególnie nie była głodna ale nie chciała robić przykrości gosposi.
-Cześć.- Do jadalni wszedł zaspany Louis. Przeczesał palcami włosy i usiadł na swoim stałym miejscu.
-Hej.- Wymamrotała Veronica dając znak, że nie ma ochoty wdawać się w dalszą rozmowę.
-Coś się stało?- Zapytał nalewając herbatę do szklanki.
-Nie, po prostu przyzwyczaiłam się już do jedzenia posiłków sama.- Zrobiła ostatni kęs i po podziękowaniu gosposi wstała od stołu nie zważając na wołania Tomlinsona. Skierowała się prosto do jego pokoju. Otworzyła tą wielką szafę i wybrała ciemne rurki, białą bluzkę i szarą bluzę. Położyła to wszystko na łóżku i z powrotem zeszła na dół.
-Ciuchy na randkę masz w pokoju. Ja wychodzę.
-Co? Gdzie?
-Nie wiem, ale nie mam zamiaru kolejny dzień przesiedzieć w domu.
Ten wyjątkowo ciepły dzień pobudził Ronnie do życia. Była pewna, że jeszcze jedna doba spędzona w domu, a by zwariowała. Nadal jednak nie znała Londynu tak bardzo i nie wiedziała gdzie ma iść. Po opuszczeniu posesji skierowała się w prawo i po prostu szła przed siebie.
Było jej trochę głupią za to, że tak potraktowała Louisa, ale uprzedzała go, że nie jest taka jak myśli.
Z drugiego końca ulicy szedł chłopak. Tak bardzo pochłonięty rozmową telefoniczną, że nie zwracał uwagi na otoczenie. Chwycił komórkę w celu rozłączenia się i nie zauważył idącej panienki Blaise. Skutkiem tego oboje wpadli na siebie lądując na ziemi.
-Boże przepraszam, nie zauważyłem Cię i… Ronnie?- Dziewczyna podniosła głowę masując jej tył, a na jej ustach wymalował się uśmiech.
-Harry!
-Co ty tu robisz?
-Co ty tu robisz?- Zapytali w tym samym momencie głośno się śmiejąc.
-Louis szykuję się na randkę nie chcę mu przeszkadzać.
-Szedłem akurat do was, ale skoro jest zajęty to może ty pójdziesz ze mną na piwo?
-Z chęcią.
Styles jak na dżentelmena przystało pomógł Veronice wstać i razem ramię w ramię ruszyli w stronę baru co chwile śmiejąc się z wypowiedzi, któregoś z nich. Czuli się przy sobie bardzo swobodnie i choć znali się mało śmiało mogli rozmawiać na wszystkie tematy.
W tym samym czasie Louis biegał po całym domu przygotowując się. Miał jeszcze dużo czasu do spotkania z piękną Eleanor, ale chciał, żeby wszystko wyszło jak najlepiej. W między czasie martwił się o swoją siostrę. Wiedział, że nie zna jeszcze tego miasta i bardzo łatwo może się zgubić. Próbował się do niej dodzwonić, ale gdy za 10 razem zorientował się, że jej telefon dzwoni w jej sypialni odpuścił.
Wbiegł do łazienki i zakręcił wodę, która lała się już od 15 minut. Zdjął z siebie ciuchy i powoli zanurzył się w gorącej wodzie. Teraz mógł w spokoju o wszystkim myśleć.
Gdy dowiedział, że córka Jamesa ma przyjechać cieszył się i to bardzo. Zawsze chciał mieć rodzeństwo, ale teraz dopiero zrozumiał jakie to wszystko jest skomplikowane. Przecież oni się nawet nie znają. Wszystko musza zacząć od nowa. Był bardzo wdzięczny Ronnie za to, że pomaga mu z El, ale wczoraj wyczuł coś jeszcze. Coś czego wcześniej nie czuł od żadnej dziewczyny.
Troskę?

*
-Harry przestań! To na mnie nie działa.- Zaśmiała się odgarniając za ucho pojedynczy kosmyk swoich włosów.
-Jeszcze zobaczymy.- Schylił głowę i ponownie ją podniósł znów uśmiechając się tak czarująco.- A ten?
-Nie nadal nic.- Siedzieli w barze już drugą godzinę i dokańczali po trzecim piwie. Ich śmiechy było słychać wszędzie.
-Jak? On na każdą dziewczynę działa.
-Ale na mnie nie.- Przygryzła wnętrze policzka i znów zerknęła na chłopaka. Był tak bardzo idealny. Jego ciemne loki, zielone oczy i uśmiech z dwoma dołeczkami.
-Czemu mi się tak przyglądasz?- Nachylił się jeszcze bardziej, zmniejszając odległość między nimi.
-Uwielbiam Twoje dołeczki.- Powiedziała nie zastanawiając się nad słowami wychodzącymi z jej ust. W konsekwencji na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy.
-A ja uwielbiam jak się rumienisz.
Oboje się zaśmiali i dokończyli swoje piwa.
-To co teraz?- Zapytała Ronnie lekko już pijana.
-Jedziemy do mnie? Chyba nie chcesz, żeby Louis zobaczył Cię w takim stanie? Zabiłby nas oboje.- Veronica zachichotała i zgodnie przytaknęła głową. Harry zapłacił za alkohol i taksówką pojechali do jego mieszkania. Dziewczyna patrząc na zegarek zobaczyła, że Tomlinson już od godziny jest na randce i pewnie znakomicie się bawi.
-Veronica? Halo? Wysiadamy.- Chłopak pomachał jej przed twarzą ręką i delikatnie się uśmiechnął. Dziewczyna wysiadła z pojazdu i lekko się zachwiała.
-Widzę, że ktoś tu za dużo wypił.- Wyśpiewał i pomógł swojej przyjaciółce dojść do jego domku.
Posadził ją na kanapie w salonie, a sam skierował się do kuchni po butelkę wina i dwa kieliszki. Wlał tam ciecz i podał jeden Ronnie, a drugi wziął do swojej ręki.
-No to na zdrowie!- Wypili do dna, a Styles na nowo rozlał wino.

Dwie butelki wina później.
Oboje Siedzieli na kanapie, oparci o siebie. Hazza co chwile podśpiewywał jakieś nieznane nikomu piosenki czkając przy tym, a Veronica dmuchała w butelkę udając, że to jej instrument. Oboje mocno pijani nie mieli siły nawet podnieść się z łóżka.
Nagle ich beztroski spokój przerwał dzwonek telefonu Stylesa. Wyjął ze swojej kieszeni czarnego iphone5 i odblokował go.
-Halo?- Zapytał starając się zachować chociaż odcień jego normalnego głosu.
-Ronnie?- Spojrzał na dziewczynę, która teraz uważnie mu się przyglądała zagryzając wargę.- Nie, nie widziałem jej.
-Ja pijany? To chyba mnie nie znasz stary.- Zaśmiał się.- A jak randka?
-Dobra okej rozumiem. Jasne zadzwonię. Narka.
Rozłączył się i jego telefon powrócił na poprzednie miejsce.
-Dzw-dzwonił L-lou.- Harry nie mógł poskładać razem wyrazów. Czkawka, która go nękała była straszna.- Py-pytał czy wie-wiem gdzie je-jesteś, ale-ale za-zaprzeczyłem. Chodźmy spa-spać.
Chwycił ją w pasie i podtrzymując się  nawzajem ruszyli na piętro do sypialni loczka.
Blaise przebrała się w koszulkę Hazzy i już po chwili leżała w łóżku obok niego. Objął ją ręką w pasie i przyciągnął do swojego torsu. Nawiasem mówiąc nagiego torsu.
Chłopak zaczął składać mokre pocałunki na jej szyi i obojczykach.
-Harry! Jesteśmy pijani, przestań!- Odepchnęła go od siebie i przeturlała się na drugi konie łóżka.
-Przepraszam…- Wymruczał w jego mniemaniu seksownie, na co Ronnie zachichotała. Wiedziała, że gdyby nie alkohol buzujący w jej żyłach dawno by była już w swoim pokoju w wielkiej willi swojego ojca.- No chodź do mnie. Przytul się.
Nie wiedziała co robi. Chciała po prostu poczuć kogoś bliskość. Bliskość Stylesa. Przysunęła się do niego, a on zamknął ją w uścisku. Przejechała swoją dłonią po jego umięśnionym- ale nie tak jak Louisa- torsie i w tym świetle dostrzegła tatuaże okalające jego tors i ramiona.
Chciała im się przyjrzeć, obejrzeć każdy po kolei niestety sen porwał ją i zabrał do krainy Morfeusza.

Ból rozrywający jej głowę był nie do opisania. Fragmenty wspomnień z wczorajszego dnia i wieczoru przelatywały przez jej umysł. Zebrała resztki swoich sił i otworzyła zaspane powieki. Światło wdzierające się przez okno niemiłosiernie raziło jej oczy. Z jej ust wydobył się jęk gdy zobaczyła głowę Harrego na jej brzuchu.
-Ej, Styles.- Wychrypiała i w tamtej chwili zapragnęła szklanki zimnej wody.- Wstawaj.- Nic, zero reakcji. Lekko szturchnęła dłonią jego głowę, ale nawet to nic nie dało. Pozbawiona nadziei nachyliła się nad nim bardziej i jak najseksowniej umiała wymruczała:
-Hazzuś.- I przygryzła płatek jego ucha. Pogratulowała sobie w myślach gdy usłyszała ciche mruknięcie loczka, a po chwili zobaczyła te hipnotyzującą zieleń.
-Taką pobudkę to ja chciałbym mieć codziennie.- Posłała mu uśmiech i po wstaniu z łóżka ruszyła prosto do łazienki. Ogarnęła swój wygląd jak tylko umiała, a na siebie włożyła jakieś dresy chłopaka i jego bluzkę.
Zeszła na dół, a jej nogi same skierowały się w stronę kuchni. Usiadła na wysokim krześle przy blacie i zajadała się naleśnikami, które podał jej lokowaty.
-Pożyczyłam sobie Twoje ciuchy.- Oznajmiła przeżuwając kolejny kęs pysznego jedzenia. Chłopak tylko przytaknął lekko zamyślany.- Coś się stało?- Zapytała oblizując swoje usta i mrużąc podejrzliwie oczy.
-Nie nic. Zjedz, a ja Cię odwiozę.
-Yhym.

Przez całą drogę do domu Ronnie była strasznie nie obecna. Cały czas unikała wzroku Harrego, a sama swój kierowała na krajobraz za oknem. Jej głowa nadal niemiłosiernie ją bolała.
Gdy dojechali pod wille pożegnała się ze Stylesem buziakiem w policzek i szybko opuściła auto. Bała się spotkania z Louisem i tego, że zacznie opowiadać jej o tej jego wymarzonej i najcudowniejszej randce.
Stanęła przed drzwiami i niepewnie zapukała. Nie minęła nawet minuta, a uśmiechnięty Steve stanął przed nią.
-Dzień dobry panienko Blaise.
-Witaj Steve.- Pomachała mu i wyminęła wchodząc głębiej w tył. Przygryzła wargę i rozejrzała się. Nigdzie go nie było. Jak najciszej i najbardziej niezauważalnie wymknęła się do swojego pokoju. Pełna nadziei zatrzasnęła za sobą drzwi i oparła się o nie.
-Cholera.- Wymamrotała gdy ujrzała siedzącego na jej łóżku Tomlinsona. Zacisnął szczękę i gwałtownie się podniósł, skracając przestrzeń między nimi.
-Właśnie Ronnie cholera! Gdzieś ty była całą noc? Wiesz, że ja tu od zmysłów odchodziłem?! Martwiłem się o Ciebie. Przez Ciebie zawaliłem randkę!
-Co? Że to niby moja wina? Co ja niby takiego zrobiłam, co? Chciałam się tylko zabawić. Nie tylko Tobie to wolno!- Krzyknęła również podchodząc do niego. Nie bała się już również spojrzeć w przepełnione gniewem oczy chłopaka. Była wściekła na niego, że całą winę złej randki zwala na nią.
-Przez Ciebie.- Wskazał na nią palcem.- Cały czas siedziałem nieobecny, nie słuchałem tego co do mnie mówiła bo cały czas myślałem o Tobie! Kurwa, Ronnie tak cholernie się martwiłem!
-Kazał Ci ktoś? Dla Twojej wiadomości byłam bezpieczna. Byłam cały czas z Harrym.- Wysyczała te słowa przez zaciśnięte zęby, a oczy Lou momentalnie pociemniały.
-Zabiję go, przysięgam, że go zabiję. Przecież do niego dzwoniłem. Dzwoniłem i pytałem, cholera. Ty też się upiłaś?
-C-co?
-Rozmawiałem z nim Ronnie, słyszałem, że jest pijany. Ty też byłaś?!- Spojrzał na nią groźnie, a ona zwilżyła usta językiem.- Odpowiedz!
-Tak była pijana dlatego nie wróciłam do domu!
-I co pewnie po tym jak się rozłączył to poszliście się pieprzyć?!- Czas dla siedemnastolatki stanął. Próbowała wmówić sobie, że on tego nie powiedział, że Louis Tomlinson jej brat nie wypowiedział tych słów. A jednak.
-Co ty mówisz? Nie myślisz tak prawda?
-Zrobił Ci dobrze kiedy ja się martwiłem, tak? Śmialiście się, że naiwny Lou zamartwiał się na śmierć i o mało nie poszedł na policję.- Oczy Veronic przesłoniła mgiełka.- No powiedz! Pieprzył Cię?! Dobrze Ci było?
-Lou proszę Cię…- Wyjąkała ledwo powstrzymując się od płaczu.
-Myślałam, że się tak nie zachowasz, że nie rzucisz się na niego jak te wszystkie dziwki, ale ty jesteś taka sama.- Ten jeden moment. Dosłownie sekunda, a ręka dziewczyny mocno walnęła w policzek chłopaka. Nie przejmowała się już niczym, łzy swobodnie spływały jej po policzku.
-Nie przespałam się z nim rozumiesz?! Dla Twojej wiadomości pocieszał mnie. Gdybyś nie zauważył od kilku dni olewałeś mnie, a jedynym tematem, na który ze mną rozmawiałeś to Eleanor! I powtórzę jeszcze raz: Harry mnie nawet nie dotknął, a ty nie masz prawa nazywać mnie dziwką!- Tomlinson stał uważnie obserwując każdy ruch dziewczyny i analizując jej słowa.
-A teraz wyjdź.
-Ron…
-Nie Lou, wyjdź.- Otworzyła przed nim drzwi, a on posłusznie opuścił pokój. Nie czekając dłużej rzuciła się na łóżko w ręce chwytając telefon i wybierając numer do jedynej zaufanej osoby.
-Lydia?- Zapytała, a słone łzy dostały się do jej buzi.- Zabierz mnie stąd… proszę.

FOREVER TRUE LOVE,

No to kolejny rozdział za nami :) Dziękuję Wam za wszystkie komentarze pod rozdziałami <3 Ale mam do Was prośbę widzę, że mojego bloga czyta więcej osób i proszę, żeby każdy zostawił po sobie choć krótki komentarz. Chciałabym wiedzieć czy podoba Wam się moje opowiadanie.
 Nici chodzi Ci o to zdjęcie? 

9 komentarzy:

  1. Hej!
    Zapraszam na nowo powstały spis opowiadań o One Direction. Zachęcam do wpisywania się. Liczę na ciebie.
    Pozdrawiam i przepraszam za spam.
    spis-blogow-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś dodana. Przypominam o podaniu adresu.
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  2. oooo Boże!!!!! kocham to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lou, nagrabiłeś sobie!
    I nie to zdjęcie, to drugie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nim zdążyłam się głębiej nad tym zastanowić, tuż przed moim nosem zatrzymał się czarny samochód, z którego wysiadła jakaś kobieta. Było ciemno, więc nie widziałam jej zbyt dokładnie. Bez słowa rzuciła w kierunku Louisa kluczyki od auta, które złapał w locie tuż przed swoim nosem.

    - Dzięki, Lottie. – powiedział do kobiety, która odpowiedziała jedynie uśmiechem i weszła do środka – Chodź, odwiozę cię do domu. – rzucił z kolei w moim kierunku, a jego głos zabrzmiał wyjątkowo miękko.
    - Ale… Ja nie mam domu… - wybąkałam totalnie bez sensu jak mazgające się dziecko.
    - To gdziekolwiek. Nie będziesz tu tak siedzieć.


    http://insomnia-fanfiction.blogspot.com/


    .

    OdpowiedzUsuń
  5. Oamamoamoamo masz przepiękny sposób pisania . Mogę ci tylko pozazdrościć , a co do rozdziału
    - Genialny
    -Perfekcyjny
    -Fenomenalny !

    Przepraszam za spam ♥♥♥
    http://livenothingisspeciallysuitable.blogspot.com/
    Harry ma coraz więcej kłopotów .
    Czy pobicie dziewczyny to nie jest już przesada ?
    Czy gdy na drodze spotka adwokata i jego piękną córkę , zmieni swoje zachowanie
    Co skrywa Chanel ?
    Zapraszam Zayn/Harry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziękuje :) Na pewno do ciebie wpadne :)

      Usuń
  6. To jest świetne. *.* .... Kocham.
    strong-fanfiction-polska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. O Boże ostatnia scenka wzbudziła we mnie takie emocje
    Wow *.* , czekam nn rozdział <3
    Kocham to w jaki sposób piszesz

    OdpowiedzUsuń