poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 7



 Za­kaza­na miłość ? - coś trze­ba za­bić – pożąda­nie , al­bo sumienie…

Veronica
Weszłam do swojej sypiali i podeszłam do łóżka w drodze zdejmując niewygodne buty. Rzuciłam się na miękką pościel wzdychając ciężko. Przeszłam kilka przecznic gubiąc się przy tym ze dwa razy. Nie chciałam zostawać tam dłużej więc od razu ruszyłam w drogę powrotną do domu. Nie miałam nawet siły o tym myśleć więc zamykałam umysł przed niechcianymi myślami. To co stało się godzinę temu nigdy nie powinno się zdarzyć. To było jak zły sen, koszmar. Nie chodzi mi oczywiście o sam pocałunek, ale o to, że był on właśnie z Louisem. Co on sobie myślał? Za chwilę mamy być rodziną, rodzeństwem. Może nie mamy powiązań krwi, ale to go nie tłumaczy. Do jasne cholery będę jego siostrą, a on moim bratem.
Jeszcze do chodzi do tego, że on ma Eleanor. Może jakoś nie przepadałam za tą dziewczyną, ale po co mnie męczył tymi rozmowami jak ma się zachowywać, jak ma wyglądać skoro teraz pocałował MNIE? Po co zawracał mi głowę skoro wiedział, ze to co czuję do El nie jest pewne?
Ugh chciałabym uderzyć w tą jego przemądrzałą buźkę.
Jednak ta druga cząstka mnie. Ukryta głęboko w moim umyśle mówiła mi, że ten pocałunek mi się podobał, że znów chciałabym poczuć jego miękkie usta na swoich. To jak na mnie wtedy działał…
Nie Ronnie STOP! To nadal jest twój brat. Głupie, szalejące w moim organizmie hormony. To wszystko przez nie. Przecież to jest Louis, nadal ten sam wkurwiający, irytujący, niemyślący Louis Tomlinson. Był przystojny, ale co z tego jak nadal mnie wkurzał? I nadal był moim przyszłym bratem!
Przekręciłam się na drugi bok i czekałam na spokojny sen, który miał mi dać ukojenie.

*
Otworzyłam jedno oko, a następnie drugie. Spojrzałam na swoją wczorajszą sukienkę, która utwierdziła, że wczorajszy wieczór zdarzył się naprawdę. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nie wiem czemu to służyło, ale czułam się bardzo dziwnie. Złapałam się za pulsujące skronie i podniosłam się z jękiem z łóżka. Zdjęłam niewygodny ciuch i zamieniłam go na leginsy i biały podkoszulek. Wyszłam z pokoju delikatnie stawiając bose stopy na drewnianej posadzce. Ustałam na dole schodów i zastygłam widząc przed sobą odwróconą do mnie postać Tomlinsona. Była dopiero szósta rano skąd mogłam wiedzieć, że za chcę mu się paradować o tej godzinie po domu? Chciałam zawrócić i bezszelestnie udać się z powrotem na górę, ale zdradziło mnie skrzypnięcie drewna. Odwrócił się w moją stronę i zrobił krok w przód. Ja natomiast dwa w tył.
-Ronnie.- Szepnął błagalnie, a jego głos załamywał się.
-Zostaw mnie, proszę…
-Musimy porozmawiać.- Pokręciłam przecząco głową.
-Teraz chcesz rozmawiać? Teraz? Nie Louis nie zbliżaj się do mnie.- Stanowczość z jaką to powiedziałam przerastała nawet mnie. Nie chciałam zabrzmieć tak… oschle? Ostro? Spojrzałam na niego ostatni raz i wróciłam do pokoju zamykając się w nim na klucz. Usiadłam na parapecie podkurczając nogi do klatki piersiowej. Widziałam jak Lou opuszcza dom i przed tym jak wsiada do samochodu obrzuca moje okno swoim załzawionym wzrokiem. Oczywiste było, że płakał, ale pozostaje pytanie, dlaczego?
Wyjęłam swój telefon i wykręciłam numer do osoby za oceanem. Dwa sygnały i już słyszałam jej wesoły głosik.
-Helo, Helo, Helo! Jak tam?
-Louis mnie pocałował…- Szepnęłam chcąc, żeby Lydia mnie nie dosłyszała.
-Co? Jak? On? Ciebie? Czemu? Kiedy?- Lawina pytań jakimi mnie zasypywała była ogromna.
-Normalnie tak… czule, tak on, tak mnie, nie mam pojęcia czemu, wczoraj na imprezie u wspólnika mojego ojca.
-Robi się gorąco.- Zachichotała.
-Lyd! To nie jest śmieszne! Kurwa on mnie pocałował!- Krzyknęłam bojąc się, że tata, albo Sam może mnie usłyszeć.- Przepraszam.- Dodałam po chwili czując się głupio za swoje zachowanie.
-Wyjaśniliście sobie wszystko?- Powiedziała jakby już zapominając o swojej poprzedniej gafie.
-Nie.
-Unikacie się? Nawet nie zaprzeczaj. Znam Cię, zawsze uciekasz od problemów chowając głowę w piach. Tak nie wolno Veronica. Powinniście porozmawiać.- Westchnęłam wiedząc, że ma rację.
-Nie mogę.- Zaprzeczałam sama sobie.
-Bo? Podaj jeden konkretny powód.
-Ten pocałunek mi się podobał.- Łzy, które tak powstrzymywałam w końcu wystrzeliły plamiąc moje policzki. Słyszałam jak gwałtownie nabiera powietrza, a potem je wypuszcza.
-To tym bardziej powinniście porozmawiać.- Podziwiałam jak spokojny i opanowany ton posiadała.
-Ale co ja mam mu powiedzieć?
-To co czujesz.- Zauważyłam jak czarne BMW wraca na swoje miejsce na podjeździe.
-Łatwo Ci mówić. To nie o Ciebie chodzi.- Obserwowałam jak wychodzi z auta i kieruję się prosto do wejścia.
-Wiem, ze nie o mnie, ale o moją najlepszą przyjaciółkę, którą znam lepiej od samej siebie.- Przygryzłam wnętrze policzka czując smak krwi.- Pogadaj z nim.- Dodała ponownie.
-Nie teraz.
-A kiedy?- Schowałam twarz w kolanach czując jak moje kolana mokną od słonych kropli.
-Nie wiem. Muszę kończyć.- I bez pożegnania rozłączyłam się. Słyszałam szepty dochodzące z korytarza i wiedziałam, że odwiedza nas Harry. Wyskoczyłam szybko z pokoju stając obok Stylesa i zdziwionego Tomlinsona.
-Musisz mi pomóc Hazz.- Złapałam za jedną z jego rąk.
-Nie, Harry przyszedł do mnie.- Louis chwycił za drugą.
-Nie zachowuj się jak dziecko!- Krzyknęłam.
-To ty chcesz uprowadzić mojego przyjaciela, który przyszedł do MNIE!
-Nie unoś się tak.- Szarpnęłam za Loczka, a szatyn zrobił to samo w swoja stronę.- Muszę z nim porozmawiać.
-Tak się składa, że ja też.- Wysyczał.
-A ja nie mam nic do powiedzenia?
-Nie!- Krzyknęliśmy jednocześnie z bratem. Wykorzystałam chwilę nieuwagi Tommo i zaciągnęłam przyjaciela do swojego pokoju. Zamknęłam szybko drzwi ubiegając Louisa.
-Otwórz to!
-Nie! On jest mi potrzebny!- Może wyglądało to jak bitwa pięciolatków o resorak, ale poniekąd on miał mózg małego dziecka.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi?- Zapytała Harry podpierając się o boki. Słowa uszły ze mnie jak z karabinu.
-Louis mnie pocałował.- Szepnęłam wiedząc, że tamten podsłuchuje pod drzwiami.
-CO ZROBIŁ?!- Wrzasnął, a ja aż poskoczyłam. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam i już po chwili stałam w ramionach Stylesa szlochając cicho.- Hej spokojnie, Mała.- Jego duża dłoń masowała moje plecy.- Będzie dobrze.
-Nie, nie będzie. To już koniec. On wszystko zepsuł, spieprzył.
-Nie prawda, porozmawiacie i…
-Nie będę z nim rozmawiać.- Tupnęłam nogą jak dziewczynka, która nie dostała upragnionego lizaka.
-Ronnie długo jeszcze? Potrzebuję Harrego.- Zdesperowana chwyciłam swoją szpilkę i rzuciłam nią prosto w drzwi obcasem przebijając je na wylot.
-Nie mów do mnie, nie patrz na mnie, a nawet o mnie nie myśl.- Klęknęłam na kolana chowając głowę w dłoniach. Wszystko się wali i jedyna osoba, która może mi pomóc jest tysiące kilometrów za oceanem. Chciałabym być teraz w domu w Los Angeles opatulona kocem z ciepłą herbatą w rękach. Poczułam oplatające mnie ramiona w talii i to jak się unoszę. Chłopak zwinnie położył mnie na łóżku i zrobił to samo. Docisnął mnie do swojej klatki piersiowej, a jego usta same układały się w słowa, które tworzyły uspakajającą melodię.

*
Louis
Patrzyłem na dziurę w drzwiach z obcasem, który mógł mnie zabić. Nie dziwie się trochę przegiąłem, ale żeby od razu zamach na moją osobę? Co ona by zrobiła gdyby dostała ode mnie moim adidasem? Za przyjemnie przecież by nie było. Usłyszałem znaną mi melodię i sam domyśliłem się, że to pewnie Lokers jej śpiewa. To bym mógł być ja. Nucenie zakończyło się, a na korytarz wyszedł mój przyjaciel. Spojrzał na mnie pustym wzrokiem i wskazał gestem reki na mój pokój. Pokiwałem tylko głową i poszedłem za nim do sypialni. Usiadłem na krześle kręcąc się na nim w kółko. Obraz mi się rozmazywał i czułem przez chwilę wolność. Dziwne, prawda? Ale takie prawdziwe.
-Przestań.- Nie podniósł głosu, ale jego ton był poważny. Wykonałem jego prośbę, ale zatrzymałem się przodem do ściany.- Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz?
-Domyślam się już o co chodzi.- Szepnąłem. Widziałem w myślach jak Styles przewraca oczami.
-Więc co mi powiesz?
-Jestem idiotą, Harry. Kompletnym idiotom i kretynem.
-Cóż, nie zaprzeczam. Czemu ją pocałowałeś?
-Nie wiem, stary. To był moment, ułamek sekundy. Alkohol w moich żyłach…
-A mi się wydaję, że to nie był moment.- Przerwał mi.
-Co masz na myśli?
-Że zrobiłeś to specjalnie.- Zmarszczyłem brwi. Nie mogło mu pójść tak łatwo.
-Nie prawda, niespecjalnie.
-Specjalnie.
-Nie.
-Tak.
-A nawet jeśli tak to co?- Przekręciłem się na krześle i spojrzałem w jego zielone oczy.
-To, że to będzie niedługo Twoja siostra.- Westchnął.- A co z Eleanor?- Własnie Calder. Nie mam pojęcia co z nią. Nie mam pojęcia co z moim życiem. Nie jestem już niczego pewien oprócz tego, że znów chciałbym ją pocałować. Co jest ze mną nie tak?
-Nie wiem. Ona mnie nie obchodzi.
-Jesteś posrany.- Zaśmiałem się na ten dobór słów.
-Wiem, ale ty nie jesteś lepszy.

*
Blaise obudziła się już bez przyjaciela u boku. Przetarła zaspane oczy, ale po chwili pożałowała, że w ogóle się obudziła. Według niej jej życie wyglądało jak kiepska hiszpańska telenowela, a ona było słabą aktorką, która nie umiała dobrze odegrać swojej roli. Louis natomiast był tym głównym bohaterem, o którego biła się ona i jej rywalka (czyt. Eleanor). W międzyczasie przewijały się inne fabuły, które jeszcze bardziej mieszały główny wątek. Najgorsze jednak było to, że Veronica od zawsze nienawidziła taki rodzaj filmów, a teraz sama musiała w nim grać. Zastanawiała się czy w Hollywood sprzedałby się film, w którym główna bohaterka zakochuję się w swoim bracie, a on w niej. Śmieszne jednak było to, że oni nie byli w sobie zakochani, a jedyną rzeczą, która ich łączyła to rodzice i pocałunek.
Skomplikowane, ale jednak bardzo proste.
Mogłaby sobie z tym wszystkim poradzić. Wrócić do Ameryki lub przez resztę wakacji nie wychodzić z pokoju jednak istniało jedno ale. Za nie całe 2 tygodnie, a dokładnie 10 dni miał się odbyć ślub jej ojca z Sam, który miała spędzić u boku Louisa. Ta wizja przyszłości w ogóle jej nie zadowalała. I gdyby nie to, że Jamesowi zależało na tym bu jego córka buła na tej uroczystości Veronica na pewno nie wyszła by ze swojej oazy.

Przekręciła się na drugi bok przecierając ręką oczy. Rozmazała przez to jeszcze bardziej swój makijaż. Minęła już godzina od kiedy się obudziła, a dokładnie dzień i 14 godzin od ‘’tego’’. Ronnie wyczerpana tym wszystkim podniosła się z łóżka. Doprowadziła się do porządku i za nim wyszła z pokoju natrafiła na żółtą karteczkę położoną na jej białym biurku.
O 15 mamy kolację z moim wspólnikiem i jego synem Nathanem. Bądź na dole o 14.
Tata xxx
No tak Nathan. To między innymi przez niego Lou pocałował ciemnowłosą. Panienka Blaise westchnęła pod nosem. Wiedziała, że będzie musiała iść i wymówki typu: źle się czuję- nie pomogą.
Równo o 14 postawiła swoje stopy na przedpokojowej podłodze. Wszędzie panowała cisza, a Steve stojący przy drzwiach posłał jej tylko ciepły, szczery uśmiech.
-Sam pośpiesz się!- Krzyknął pan Blaise wychodząc z salonu i dopinając guziki koszuli.- Witaj skarbie.- Ucałował czoło swojej córki i zmierzył ją wzrokiem.- Pięknie wyglądasz.- Dziewczyna miała na sobie białą sukienkę w pasie owiniętą jasno brązowym paskiem.
-Dziękuję.- Podniosła niewidocznie kąciki swoich ust. Po niecałej minucie zjawiła się Samantha, a za nią szatyn. Rodzeństwo nie zaszczyciło się nawet jednym spojrzeniem. Unikając siebie nawzajem wyszli z domu i wsiedli do czarnego samochodu.




FOREVER TRUE LOVE,


 Trochę mi przykro :c widzę, że codziennie bloga odwiedza spora ilość osób, a tak mało ich komentuje :c Oczywiście dziękuje tym, którzy zostawiają po sobie ślad. To naprawdę wiele dla mnie znaczy i bardzo motywuję więc jeszcze raz DZIĘKUJĘ <3
A teraz ta mniej przyjemna część. Nie chcę tego robić, ale muszę Was jakoś zmotywować do komentowania tak więc NOWY POST POJAWI SIĘ JAK POD TYM BĘDZIE PRZYNAJMNIEJ 7 KOMENTARZY.

18 komentarzy:

  1. Opowiadanie super.. naprawde mi sie spodobalo i wciagnelo. Blagam dawaj juz nastepna czesc

    OdpowiedzUsuń
  2. eh, oni muszą się pogodzić :c
    Genialne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział! Jejuu genialnie piszesz ;) Czekam na kolejny :D

    Ps. może odblokuj sobie komentarze anonimowe, to bd miała ich wiecej, bo duzo osób czyta a nie ma konta -> to tylko sugestia ;)
    Pozdrawiam i weny życze...

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnee opowiadanie . :) zgadzam się z Mała Wariatka, do niedawna nie miałam konta i nie mogłam komentować blogów. Teraz sobie założyłam i wszystkie które czytam staram się komentować. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje opowiadanie jest chyba moim ulubionym i codziennie wchodzę, żeby zobaczyć czy hest nowy rozdział. Przepraszam, że jeszcze ani razu nie skomentowałam. Nie mam za bardzo do tego głowy, ale mam nadzieje, że nie będziesz bardzo na mnie zła. Co do rozdziału to jest hfbshksmndbcbnjdmskdnbvcbhdmdkc *o* Oby tylko Ronnie i Lou się pogodzili ;) A Harry jest taki słodki <3 Czekam na kolejny rozdział, mam nadzieje że pojawi się jak najszybciej ;) x

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział. :D
    Mam nadzieję, że następny pojawi się szybko. Chciałabym, żeby się pogodzili i byli ze sobą, chociaż będą tak jakby rodzeństwem. Czekam na następny. ;)
    Pozdrawiam. Aśka =)

    OdpowiedzUsuń
  7. wspaniały ;3 , ciekawe co dalej o.O , za Ronnie i Louisa !
    pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. super rozdział ;) mam nadzieje ,że między Nathanem a Ron coś tam będzie ;) wiecie widzę to tak N&R będą razem i L&E jednak Lou będzie kochał Ron a ona jego, będą o siebie wzajemnie zazdrośni itd aż w końcu znajdą sposób żeby być razem i byłoby idealnie/Add

    OdpowiedzUsuń
  9. się podziało ! ;d czekam na następny !

    OdpowiedzUsuń
  10. Fakt, że ta historia jest trochę dziwne, ale przynajmniej bardzo orginalna :)
    Nie chciałabym przeżyć na własnej skórze czegoś takigo xoxox
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jejju cudo, jestem zachwycona nowym rozdziałem

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć, tutaj Seline z spis-blogow-1d.blogpsot.com
    Chciałabym cię poinformować, że na blogu pojawił się konkurs. Jeśli miałabyś czas i ochotę to zapraszam do wzięcia udziału.
    Pozdrawiam,
    Seline

    OdpowiedzUsuń
  13. Super, kocham to !!! Czekam z niecierpliwością na następny !! :) ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej x
    Z góry przepraszam za spam.
    Chciałabym zaprosić na mojego bloga

    "Allison to dziewczyna , która czerpie z życia jak najwięcej. Zrobi wszystko dla swoich bliskich.
    Tommy to chłopak , który oddałby życie dla swojej księżniczki.
    Dziewczyna wyjeżdża a on nie może tego znieść. Kochał ją , jednak ona go opuściła.
    Znalazł sobie inną , ona też.
    Chociaż nigdy nie byli parą , łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń.
    Allison ma już swojego księcia. Wszystko idzie dobrze , życie jak z bajki.
    Wiadomo jednak , że w bajce musi się coś złego stać. Tak też było tu.
    Nastolatka została porwana. Justin robi wszystko aby uratować swoją ukochaną.
    Gdy powróciła do życia nic już nie było takie same.."

    magical-fanfiction.blogspot.com

    Pozdrawiam / Allison xoxo

    OdpowiedzUsuń
  15. Twój blog jest GENIALNY :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kurde jak mnie denerwuje główna bohaterka. Taka przewrazliwiona pizda ciągle by tylko beczala i wymuszala na komus pocieszanie jej, wyje o byle co np.gdy dziewczyna louisa powiedziala ze jest brzydka no i co sie takiego stalo -nic a ona ma jeszcze pretensje o to ze s ,, nie bylo go przy niej gdy go najbardziej potrzebowala" to ona ma jakis problem z sobą. Nie wiem jak mozna stworzyć taka debilna postać, juz wole to dziewczyne louisa, ona przynajmniej powiedziala to co myśli.To moja opinia, nie mogę powiedzieć ze ten blog mi sie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w końcu ktoś o takim samym podejściu do Ron, god bless

      Usuń