wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 10

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!


 Spać. Pragnę zamknąć oczy i zacząć śnić, bowiem tylko w tym świecie możemy być ze sobą. Gdzie ludzie darzą nas jedynie ciepłymi spojrzeniami. A nasza miłość nikomu nie przeszkadza.

 Zakołysałam delikatnie spodem mojej białej sukienki, a dłońmi przejechałam po jej fakturze, aby wygładzić kilka wygnieceń. Obróciłam się przodem do wielkiego lustra i zobaczyłam dziewczynę o długich, falowanych włosach z nieprzesadzonym makijażem. Miała na sobie śnieżą suknie do ziemi od pasa w dół zwiewnie rozkloszowaną, a jej srebrne pantofelki czubkiem spod niej wystawały. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to byłam ja, a to było moje odbicie.
-Gotowa?- Zapytał tata pojawiając się w zwierciadle.
-T-tak, chyba tak.- Posłał mi swój czarujący uśmiech i nadstawił ramię, które niepewnie chwyciłam. Ustawiliśmy się przed drewnianymi drzwiami i czekaliśmy. Usłyszałam cichą melodię, która z każdą nutą stawała się głośniejsza i wyraźniejsza. Wejście otworzyło się, a tłum ludzi powstał ze swoich miejsc. Dziwna mgła unosiła się w powietrzu i nie mogłam zobaczyć niczego przede mną. James zrobił pierwszy krok naprzód ciągnąc mnie za sobą.
-Nie denerwuj się.- Szepnął mi do ucha delikatnie się pochylając. Kiwnęłam w odpowiedzi głową, a moje płuca zaczerpnęły oddech.
Powietrze stało się bardziej przejrzyste, a mój wzrok napotkał postać przy ołtarzu. Stał tam pan młody w czarnym jak smoła garniturze. Czarne buty, spodnie i marynarka, spod której wystawała biała koszula. Krawat był tego samego koloru, co moje oczy co dawało wspaniały efekt. Włosy miał lekko roztrzepane, a policzki dziewczęco zaróżowione. Rozpoznałam w nim Louisa.
Ze zdumioną miną tata doprowadził mnie do niego, a ja poukładałam całą historię w całość. To nie był ślub Jamesa i Sam, to był mój ślub z Lou.
-Tato?!- Szepnęłam błagalnie szukając u niego pomocy. On nie rozumiejąc moich słów podniósł kciuki do góry.
-Witaj piękna.- Szatyn ucałował wierzch mojej dłoni.
-Lou…
-Jesteś taka śliczna.- Chciałam coś powiedzieć, krzyknąć, błagać, ale jedyne co wydobyło się z moich ust to zdławiony jęk. Ksiądz rozpoczął ceremonię, a ja szukałam wszędzie ratunku.
W końcu przeszedł do przysięgi.
-Czy ty Veronico Blaise, córko Rosalie Blaise i Jamesa Blaise bierzesz oto tego tu Louisa Williama Tomlinsona za męża i ślubujesz mu miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
-Nie.- Szepnęłam, ale z moich ust wydostało się „tak”.- Nie!- Krzyknęłam.- Nie!
Ronnie usiadła na łóżku zlana potem. Lekko się zachwiała przez zawroty głowy.
-Wszystko w porządku?- Przeniosła wzrok na krzesło od biurka i krzyknęła widząc siedzącego tam jej brata.- Aż tak źle wyglądam w tej koszuli? Chyba miałaś koszmar, bo strasznie krzyczałaś.
-Tak… miałam koszmar.- Szepnęła.
-Radze Ci wstawać jest już 13, a ślub zaczyna się o 17.
Dziewczyna pokiwała tylko zgodnie głową. Nie miała nawet siły zapytać chłopaka co u niej robi. W głowie nadal miała straszny sen.
I do tego ślub. To już ten dzień, wszystko upłynęło tak szybko. Blaise nie miała nawet pojęcia kiedy. Jeszcze niedawno tutaj przyleciała, a dzisiaj mija już połowa wakacji. Za niecałe 30 dni znów miała wrócić do Ameryki.
-Ron słuchasz mnie?
-Co? Tak, tak.- Podniosła się z łóżka i sięgnęła do szuflady po szczotkę do włosów. Chwyciła ją w rękę jednocześnie upuszczając białą, pomiętą kartkę na ziemię. Chciała ją szybko podnieść, ale Lou był jeszcze szybszy.
-Co to?
-Oddaj mi to.- Powiedziała spokojnie, ale w środku była bombą zegarową, która w każdej chwili mogła wybuchnąć.
-To coś ważnego?
-Oddaj mi to.- Powtórzyła.
-Lista rzeczy, które chcę zrobić wciągu wakacji…- Zaczął czytać na głos.
-Lou!- Podbiegła do niego z zamiarem odebrania swojej własności, ale on uniósł kartkę do góry.
-1. Nauczyć się dwóch słówek po japońsku.
-Lou, proszę…
-2.Ukraść arbuza ze sklepu.- Pomysłowe.- Przyznał.
3.Wykąpać się nago w jeziorze.
4.Napisać miłosną piosenkę.- Veronica schowała twarz w rękach paląc się ze wstydu.-
5.Wytatuować imię osoby, która skradnie moje serce.
6.Przebrać się za chłopaka i chodzić tak cały dzień.
7.Wkraść się na koncert sławnej gwiazdy.
8.Wkraść się na czerwony dywan- Ambitne Ron.
9.Wystąpić w teledysku.
10.Urządzić imprezę w nieswoim domu.
11.Spać w lesie.
12.Czuć się wolną.
13.Iść na maraton horrorów do kina.
14.Zjeść ośmiornicę.
15. Złamać Nickowi serce.- Zmarszczył brwi.- Kto to Nick?
-Nie Twoja pieprzona sprawa.- Wysyczała
-Oj daj spokój to słodkie. Taka lista, wiesz… Dobra, dobra już się zamykam.
-Możesz mi to oddać?- Podał jej przedmiot i usiadł z powrotem na krześle.
-Więc, kto to Nick?
-Nie powiem.
-Czemu?
-Bo to żenujące.
-No dawaj.- Zachęcił ją.
-Nick nie istnieje. Chodzi o to, żeby podejść do jakiegoś chłopaka, nazwać go Nickiem i złamać serce.- Tomlinson wybuchł śmiechem.
-Niezły plan.
-Zamknij się.
-Osobiście najbardziej podobają mi się punkty 3, 6 i 10.
-Jesteś idiotą.
-Twoim idiotą.- Mrugnął do niej i wyszedł śpiewając wymyślone przez siebie piosenki.
Zdenerwowana Veronica zgniotła papier w kulkę i rzuciła nim przed siebie tak, że odbił się od ściany i wylądował za łóżkiem. Nikt nie miał prawa tego znaleźć, to miał być jej mały sekret. Napisała to listę razem z Lydią przed tym jak dostała list od ojca. To był ich plan na wakacje, wykonać wszystkie punkty. Niestety przyjeżdżając do Londynu musiała o tym zapomnieć.
Spojrzała na wiszący zegar. Rzeczywiście było już po 13. Z pomrukiem niezadowolenie wyszła w piżamie z pokoju i skierowała swoje bose stopy do kuchni.
-Cześć Gwiazdeczko.- Podeszła do swojego taty i pocałowała go w nieogolony policzek.- Co byś chciała zjeść? Amy przygotowała jajecznicę, ale je…
-Jajecznica może być.- Uśmiechnęła się trochę sztucznie i usiadła na swoim stałym miejscu.
-Lou przekazał Ci wiadomość?
-Nie.- Zmarszczyła brwi.
-Specjalnie go do Ciebie wysłałem rano.- Pokręcił głową zrezygnowany.- W poniedziałek wylatujemy w podróż poślubną na Malediwy.
-Czyli z Louisem zostajemy sami?- James zaśmiał się.
-Nie kochanie ty i on lecicie z nami.
Nastąpiła chwila ciszy, w której Ronnie przetwarzała sobie wszystko w głowie.
-Lecę na Malediwy?- Zapytała tępo.- Lecę na Malediwy!- Zaczęła tańczyć swój taniec radości.- Ronnie leci na Malediwy, Ronnie leci na Malediwy…- Śpiewała jednocześnie wykonując dzikie ruchy.
-A może raczej do psychiatryka?- Do kuchni wszedł szczęśliwy Louis.
-Bardzo zabawne.- Prychnęła.- A gdzie Sam?
-Mówiła coś, że pan młody nie może zobaczyć panny młodej przed ślubem i rano wybyła do pierwszej druhny.- Wyjaśnił pan Blaise.
-Przesądna?
-Bardzo.- Tym razem głos zabrał Tomlinson.- Przyszedłem powiedzieć, że dzwonił do mnie pan Moon i potwierdził swoją obecność wraz z żoną i… Nathanem.- Syknął.
-To wspaniale! Ron pamiętasz syna mojego wspólnika?
-Oczywiście.- Ukradkiem spojrzała na wściekłego brata.- Pójdę się już przygotować.
Wyminęła szatyna i wróciła do swojego pokoju. Wyjęła z szafy sukienkę i rozłożyła ją na łóżku. To samo zrobiła z butami, które później wylądowały obok ubrania. Przygotowania zaczęła od szybkiego, zimnego prysznica i dokładnym umyciu włosów. W dwóch ręcznikach- jednym zawiniętym dookoła ciała, a drugim zwiniętym na głowie- wróciła do sypialni zostawiając za sobą mokre ślady jej małych stópek. Ustała przed lustrem gdzie dokładnie wytarła ciało i nasunęła na nie białą bieliznę, a następnie rajstopy. Wzięła w ręce kremową tkaninę i przełożyła ją przez głowę. Dokładnie ją dopasowała i wygładziła zgrabnymi palcami.
Kolejnym z jej przystanków była toaletka gdzie zrobiła nie za mocny makijaż i umodelowała swoje włosy tak, że lekko kręcone opadały z wdziękiem na jej ramiona.
Kończąc przygotowania zerknęła przelotnie na zegarek, który wskazywał 15.55. Za pięć minut miała znaleźć się na dole. Wsunęła na nogi buty i wybiegła z pokoju.
-Wyglądasz pięknie.- Skomplementował ją pan młody.
-Ty też nie najgorzej, a gdzie Lou?
-Jest już w samochodzie.- Ronnie pokiwała głową i razem z ojcem wyszła z domu. Poszła w kierunku auta gdzie na miejscu kierowcy siedział jej brat. Natomiast drugim samochodem miał jechać James ze swoim pierwszym drużbą i kierowcą.
Dziewczyna wsiadła do środka z jak największą gracją po czym zapięła pasy. Zerknęła na szatyna, który miał czarny garnitur, białą koszulę i krawat tego samego koloru co jego przyszły ojczym.
-Wyglądasz… nawet nie wiem jak Cię określić. Nie ma takiego słowa…- Ciemnowłosa zarumieniła się i podziękowała mu skinięciem głowy.
-Jedziemy?- Zapytała.
-Jasne.
*

Louis
Stałem obok Veronic za potężnymi drzwiami, które dzieliły nas od sali urzędu cywilnego. Nie rozmawialiśmy, ale nie było niezręcznej ciszy. Oboje denerwowaliśmy się tak samo.
Powoli zaczynał rozbrzmiewać marsz Mendelsona, wejście otworzyło się, a zebrani goście wstali ze swoich miejsc.
Uśmiechnąłem się uświadamiając sobie jak długo na ten moment czekała moja mama. Idąc za jej plecami widziałem kawałek jej uśmiechniętej twarzy. Była naprawdę szczęśliwa.
Ja musiałem tylko dopilnować, żeby dzień, który planowała od tak dawna był idealny.
Doszliśmy do końca naszej drogi, a pani w czerwonych, krótkich włosach zaczęła mówić charakterystyczną formułkę.
-Tylko się nie popłacz.- Wyszeptała Blaise tuż przy moim uchu.
-Nie martw się wziąłem chusteczkę również dla Ciebie.- Posłałem jej łobuzerski uśmiech.
Kątem oka zauważyłem siedzącego w drugim rzędzie Nathana. Czułem jak moje serce zaczyna szybciej bić, a ciśnienie wzrasta.
Policzyłem w myślach do 10, żeby trochę się uspokoić.
*

-Mogę prosić do tańca?- Zapytałem Veronic, gdy para młoda odtańczyła już swój pierwszy. Uśmiechnęła się pokazując uzębienie i pokiwała twierdząco głową.
Złapałem jej zgrabną rączkę i zaprowadziłem na środek parkietu.
Zaczęliśmy delikatnie się kiwać w rytm muzyki.
-Jak się bawisz?- Szepnąłem do jej ucha muskając je lekko ustami.
-Bardzo dobrze, a ty?
-Teraz już też bardzo dobrze.
Nie minęła minuta, a James porwał Ronnie, a mnie moja mama.
-Mój synek jest świetnym tancerzem.
-Staram się.
-Jak z Ver? Wszystko już dobrze?
-Tak, zdecydowanie tak.
Wesele było takie jakie moja mama sobie wymarzyła. Na parkiecie tańczyli zadowoleni goście, a niektórzy siedzieli przy okrągłych stołach zajadając się przysmakami.
Starsze panie porywały mnie do tańca szepcząc przy okazji do mojego ucha jakim jestem uroczym młodzieńcem. I chociaż starałem się być miły w moich myślach cały czas była tylko jedna dziewczyna.
Drugi taniec zatańczyłem z nią dopiero chwilę przed wydaniem tortu. Nie rozmawialiśmy nawet, bo nim zdążyłem się odezwać jakiś starzec zrobił „odbijanego”.
Później już zupełnie nie było czasu. Jako jeden z wróżb pomagałem przy oczepinach i sam w niektórych konkursach brałem udział.
1:30
Siedziałem przy barku pijąc bezalkoholowego drinka. Patrzyłem jak ten chuj tańczy z moją Ronnie i zdecydowanie trzymał swoją rękę za nisko na jej plecach.
Czy on nie mógł zdać sobie sprawy, że nigdy z nią nie będzie? Jest tyle dziewczyn na świecie, a on musiał się przyczepić akurat do Ronnie. Nie jestem za bardzo pewny czy teraz myślę jak martwiący się starszy brat, czy zazdrosny "niedoszły" chłopak.
Wziąłem ostatniego łyka i gestem pokazałem barmanowi, że proszę o to samo.
Piosenka się skończyła, a dziewczyna skierowała się w moją stronę w połowie drogi lekko się chwiejąc. Podbiegłem do niej by służyć swoja pomocą.
-Wiesz, że nieletni nie mogą pić?- Warknąłem.
-Ja nie…
-Jasne, jasne. Choć przewietrzymy się.- Wyciągnąłem ją na zewnątrz i posadziłem na najdalej postawionej ławce.
-Oj Ron.- Potrząsnąłem głową.
-Nie jestem pi…
-Ćśś…- Zapadła cisza, a ja podszedłem bliżej dziewczyny stając między jej nogami.- Wiesz, co pomyślałem gdy pierwszy raz Cię zobaczyłem? Że będziemy się świetnie dogadywać, że staniemy się zgranym rodzeństwem. Ale wiesz co? Teraz tego nie chcę.- Spojrzała na mnie zdezorientowana.- Cholernie nie chcę, żebyś była moją siostrą. Chcę żebyś była kimś więcej.
I wiesz co jest najgorsze? Że nigdy nie będę mógł posmakować Twoich ust, bez wyrzutów sumienia, że nigdy nie będę mógł chwalić się Tobą wkoło, ani wstawiać naszych wspólnych zdjęć na Twittera. Nie zabiorę Cię na romantyczną kolację, nie będę mógł zasnąć przy tobie, ani się obudzić. A ty nie powitasz mnie zwykłym „dzień dobry”.
Nie doczekam się naszych wspólnie splecionych
Oni nigdy nas nie zrozumieją. Nie zrozumieją jak bardzo Cię kocham.
Jutro nie będziesz tego pewnie pamiętać, a ja jestem dupkiem mówiąc Ci to gdy jesteś pijana.
Życie jest niesprawiedliwe, ale kiedyś w końcu pocałuję Cię bez obawy, że ktoś zobaczy. Zrobię to przy wszystkich. Obiecuję…- Delikatnie i szybko pocałowałem jej usta i ostatni raz spoglądając na nią wróciłem do środka. .
Nie chciałem zostawić jej samej, pijanej, ale wiedziałem, że jeśli przebywałbym w jej otoczeniu jeszcze dłużej niż minutę porwałbym ją i zamknął w pokoju bez klamek gdzie już na zawsze miałbym ją tylko i wyłącznie dla siebie.
Jestem takim straszny egoistą, zakochanym egoistą.


FOREVER TRUE LOVE,




Zawaliłam i tak bardzo, bardzo, bardzooo mocno przepraszam. Rozdział nie jest taki jak planowałam i wiem, że totalnie go zepsułam, ale mam nadzieję, że choć trochę wam się spodoba....
Miałam go podzielić na dwie części, ale stwierdziłam, że może zostać tak jak jest.
Druga ważna rzecz: Dziękuję za każdy komentarz! Nawet nie wiecie jak miło czyta się je wszystkie i jak cholernie mocno mnie motywują. Kocham Was!
Trzecia rzecz: Natknęłam się ostatnio na pewien blog, pewnej dziewczyny. Opisuję ona tam swoje przeżycia i poglądy. Oto on: http://drop-of-hope93.blogspot.com/
może wam się spodoba.
Czwarta rzecz: "Ósmoklasiści nie płaczą" Jeżeli ktoś z was jeszcze nie oglądał tego filmu to w tej chwili właśnie to robi! Najpiękniejszy film na świecie, po którym płakałam jeszcze przez co najmniej 20 minut.
To chyba tyle...
Jeszcze raz przepraszam za beznadziejny rozdział i dziękuję za komentarze. 

22 komentarze:

  1. pierwsza!!!!!
    rozdział super.czekam na nexta
    lovciam to

    OdpowiedzUsuń
  2. Zepsułaś?! Słyszysz się?! On jest cudowny <3
    Kocham <3
    pozdrawiam xx / Amanda Malin Hope

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dwa dni temu oglądałam ;)
    Naprawdę super film <333
    Rozdziału wcale nie zawaliłaś mi osobiście bardzo się podoba Twój sposób pisania :)
    Życzę ci burzy weny i czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz za przekleństwa ale nie wytrzymam. Awww ja pierdziele aż kokarda mi spadł gdy Lou się tak zwierzał i ten taniec na ślubie. I bym zapomniała LECĄ NA MALEDIWY. Romans się rozkręci, mam taką nadzieje!!!!!!!!!!!!! Kocham cię, kocham no po prostu cholernie kocham bo to jak piszesz i to opisujesz o ughhhhh chcę więcej!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. o jprdl..*-*
    biedny Lou i w sumie Ver tez..
    czekam na nast. cz. <3 P.S. spokojnie nie spiesz sie nic na sile .. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. DZIEWCZYNO!!!!!! Jak ty możesz mówić że ten rozdział Ci się nie podoba?! Jest GENIALNY. Tak jak wszystkie inne. <3 Ja po prostu kocham twojego bloga. Pozdrawiam : Aśka ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wasz się więcej mówić, że jakiś z twoich rozdziałów jest beznadziejny 0.0 Ten rozdział sprawia, że mam motylki w brzuchu :)
    A co do tego filmu to nie oglądałam, ale skoro jest taki świetny to na pewno go obejrzę ;D
    Życzę ci dużo, dużo wenny i niecierpliwie czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  8. BOSKIE, genialny rozdział i wgl opowiadanie. mam nadzieję że coś się miedzy nimi wyfarzy, jesteś super, genialna i wgl uwielbiaaam Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaje...Zaje...ZAJEBISTY !! czekam na Next ;* Lulu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest naprawdę niesamowity! :) xx @PollKlaudia

    OdpowiedzUsuń
  11. Dalczego mam wrażenie ,że Ronnie wcale nie zapomni tego co Lou jej powiedział ;) a przynajmniej na to liczę + Chce w końcu żeby przyznali się oboje (TAK RON TY TEŻ) do tego co czują (NA TRZEŹWO LOU :P) Świetny rozdział coś czuje ,że na Malediwach będzie się dział. Kocha i pozdrawiam/Add

    OdpowiedzUsuń
  12. wcale nie zawaliłaś! Rozdział jest po prostu cndjvdfgubf! Uwielbiam i weny życze ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Można się z Tobą jakoś skontaktować ? @KarolinaTyrybon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej tak przez maila onedirectionpolska01@gmail.com
      lub gg 20158771

      Usuń
  14. Czwarta część: Tak cholernie się zgadzam :'(
    Kocham ten film jak i twoje opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. boskie *__*
    ale masz talent
    zapraszam do mła
    :)
    http://stroyinmylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział genialny!!! Czy tylko mi się zdaje, czy ona nie była pijana? Zresztą nieważne, ten rozdział jest fantastyczny, wspaniały, nieziemski, mega, super i w ogóle idealny

    OdpowiedzUsuń
  17. Już 10 dni nie dodawałaś rozdziału :( Dziewczyno zlituj się i dodaj cos,
    PS. nigdy wcześniej nie czytałam tak wciągającego opowiadania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej bardzo przepraszam za takie opóźnienie, ale obiecuję, że rozdział pojawi się już jutro późnym popołudniem. Nie wiem czy wspominałam, ale trenuję piłkę ręczną i mam mini turniej w swoim mieście i nie mam na nic czasu. Jeszcze raz przepraszam xxx

      Usuń