środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
"Między miłością, a nienawiścią jest naprawdę cienka granica." 

Kiedy byłam małą dziewczynką mama zawsze uczyła mnie, że należy być miłym dla każdego. Że nie ma ludzi gorszych i lepszych tylko wszyscy są równi. Niektórzy tylko po prostu zbłądzili i na nowo muszą odnaleźć swoją właściwą drogę.
Dlatego mając pięć lat i chodząc do przedszkola dzieliłam się każdą zabawką, nie śmiałam się z innych, i zawsze mówiłam „dzień dobry” każdemu, nawet po dwa razy.
W późniejszych czasach nauczyłam się szacunku. Starałam się nie kłócić z mamą, nie zwracać uwagi na złe nawyki babci i tolerować to, że, mimo iż nauczyciel nie ma racji nie mogę z nim dyskutować.
Wiem, że mamie trudno było wychowywać mnie bez taty, ale zawsze dawała sobie świetnie radę. Starała się, abym nauczyła się podstawowych wartości życia, więc teraz pragnę ją przeprosić za to, że nie podołałam temu zadaniu. Że mimo tego, iż zawsze oddawałam ostatnie ciastko koledze na podwórku, pożyczałam kredki Lydii, chociaż wiedziałam, że i tak je połamię i zawsze to ja schodziłam z boiska, by ktoś inny mógł zagrać to teraz wszystko to poszło na marne.
Bo stojąc na balkonie około 6 rano, paląc jednego papierosa za drugim i oglądając niebo szykujące się do wschodu nie byłam wcale taka niewinna. Zawzięcie szykowałam w głowie plan mordu Eleanor Calder. Mimo nauczonego mnie szacunku i życzliwości nie potrafię sobie wyobrazić mnie i jej na dzisiejszej kolacji.
To niewykonalne. Nie dam rady nawet przez minutę być w jednym pomieszczeniu z tą małpą, a będę zmuszona na przynajmniej godzinę wspólnego posiłku.
Odrzuciłam już wylanie na schody wody, aby zamarzła, a wtedy dziewczyna poślizgnie się, skreśliłam także możliwość podrzucenia jej skórki po bananie. Wszystko miało jakieś swoje minusy.
Mam dzisiaj te zajęcia w szkole, więc brałam pod uwagę możliwość, że przypadkiem spóźnię się na autobus i do domu wrócę o 22. Ciekawe czy w ogóle Louis wie o tym, że ja też tu będę.
Dopaliłam papierosa i wyrzuciłam go w śnieg. Weszłam do pokoju i zmieniłam piżamę na jasne jeansy i czarną mgiełkę na ramiączka. Zegar wskazywał 6.15, dlatego raczej nie spodziewałam się spotkać kogoś na dole. Zeszłam po schodach i tak jak myślałam spotkałam tam tylko ciszę. Zrobiłam sobie kawę i razem z nią poszłam do salonu, żeby obejrzeć wiadomości.
Około ósmej na dół zszedł James, jak zwykle już w garniturze i włosami zaczesanymi do tyłu.
-A ty już na nogach?
-Jak widać.- I tak nie spałam całą noc wyobrażając sobie dzisiejsze spotkanie z Louisem.
-Stres przed pierwszym dniem w szkole?- Wyjął swoją aktówkę i schował do niej jakieś dokumenty.
-Trochę. Nikogo tam nie znam.
-Dasz radę. Kolacja jest na 20, wyrobisz się?- Spojrzał na mnie poprawiając krawat, a ja tylko skinęłam głową.- Ja muszę iść. Sam wstaję za godzinę to zrobi jakieś śniadanie.- Podszedł i ucałował mnie we włosy.- Powodzenia!- Krzyknął jeszcze z przedpokoju i wyszedł.
Samantha wstała jednak półtorej godziny później zbiegając na dół w spódnicy, ale nadal w bluzce od piżamy. Mamrotała coś, że jest spóźniona, ale nie chciałam jej jeszcze bardziej denerwować zbędnymi pytaniami. Zrobiła mi jajecznicę, a sama wypiła dużą, czarną kawę i wróciła znów na górę. Dziesięć minut później zeszła umalowana, do końca ubrana i uczesana. Powinna nauczyć mnie takiego szybkiego szykowania się.
-Ja lecę, dasz sobie radę?- Mówiąc zakładała swoje szpilki.
-Tak, dam.
-Steve przyjdzie o 10.30, a Tyler wozi dziś Twojego ojca, więc musisz jechać do szkoły autobusem.
-Ok.- I już jej nie było.
Po obijaniu się na kanapie przyszedł czas na przygotowania do pierwszego dnia w szkole. Zarzuciłam na ramiona szarą bluzę i zasunęłam ją do połowy. Włosy związałam w wysokiego kucyka, a na nogi włożyłam trampki. Do torby włożyłam potrzebne książki, kanapkę i wodę, wzięłam jeszcze kurtkę i rękawiczki, a następnie wyszłam z domu. Na przystanek nie miałam daleko, wystarczyło wyjść z posesji, skręcić w prawo i wyjść z osiedla domków, a przystanek stał naprzeciwko.
Miałam jeszcze 8 minut do przyjazdu autobusu, a założenie tych butów, które miałam na sobie nie było dobrym pomysłem na ujemną temperaturę. Czułam jakby palce mi zamarzały i musiałam nimi ruszać.
Godzinę później biegłam spóźniona przez szkolne korytarze szukając klasy 218. Kiedy w końcu ją znalazłam wszyscy byli już w środku, a ja byłam zmuszona sprowadzić na siebie całą uwagę. Zapukałam i weszłam do środka.
-Dzień dobry.- Klasa bardzo różniła się od reszty. Było tam tak, kolorowo? Ściany miały pomarańczowy kolor, a zamiast ławek wkoło poustawiane były niebieskie pufy*. W pomieszczeniu przebywało około piętnastu osób i nauczyciel, który wstał ze swojego miejsca by do mnie podejść.
-Cześć. Ty musisz być…
-Ronnie.- Przedstawiłam się.
-Nowa uczennica.- Uśmiechnął się.- Ja jestem nauczycielem teatru, mów mi Josh. Proszę, dołącz do nas.- Usiadłam na wolnym miejscu obok chłopaka w rudych włosach oraz bladej cerze i dziewczynie, która miała fioletowo-czerwone włosy.
-Więc, Ronnie, powiesz nam coś o sobie?
-Um, przyjechałam z Ameryki i mieszkam u taty. Mama wysłała mnie tu, żebym dokończyła liceum.
-Jaki kierunek wybrałaś?
-Theatre and Performence z dodatkowym Artistic Direction.
-Świetnie. Dobrze, a teraz musimy wprowadzić Cię w temat. Pewnie tak jak czytałaś, wiesz, że co roku szykujemy sztukę, prawda?- Skinęłam głową.- W tym roku wystawiamy Śpiącą Królewnę. Alice.- Wskazał na dziewczynę o pięknych blond włosach, niebieskich jak woda morska oczach i idealnej figurze, o której zawsze marzyłam.- To nasza królewna, jest w drugiej klasie AHS. Natomiast naszym księciem jest.- Zaczął wodzić wzrokiem po uczniach, aż w końcu zatrzymał się na-
-Tu jesteś.- Jego zielone oczy automatycznie zderzyły się z moimi. Miał dzisiaj grzywkę zaczesaną do tyłu i delikatny zarost, który dodawał mu lat.- Luke, jest naszym księciem. Trzecioklasista, z którym będziesz chodziła do klasy. Jako, że wszystkie role zostały obsadzone już w styczniu mogę jedynie dać Ci listę aktorów, żebyś została dublerką, lub możesz pomóc w inscenizacji.
-Zastanowię się.
-Idealnie.- Josh uśmiechnął się do mnie, po czym zaklaskał w dłonie.- A teraz w końcu przejdźmy do naszych zajęć. Wszyscy doskonale wiemy, że nasze dwa kierunki szkolne nie specjalnie za sobą przepadają, nie prawdaż?- Po sali rozniosły się zgodne pomruki.- Dlatego dzisiaj daję wam wolną rękę i sami możecie dobrać się w pary.- Wszyscy wstali i zaczęli szukać swoich partnerów, a ja siedziałam nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
-Może zechciałaby pani ze mną współpracować?- Luke usiadł naprzeciw mnie.
-Chyba nie mam wyboru.
Josh rozdał nam jakieś scenariusze, które mieliśmy ćwiczyć w parach. Nie szło nam najgorzej, chłopak, chociaż większość czasu się wygłupiał, był dobrym aktorem.
Zdałam sobie sprawę, że Luke tylko wygląda na typowego niegrzecznego chłopca, a tak naprawdę jest bardzo wrażliwy i sympatyczny. Ale przeważnie w dzisiejszych czasach ludzie codziennie rano zakładają maski. Myślą, że w ten sposób będzie im łatwiej nawiązać kontakty z innymi, że wkupią się do jakiejś grupy.
Później mieliśmy zaprezentować kawałek sceny przed wszystkimi i jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam jak mój partner profesjonalnie do tego podchodzi. Josh na koniec powiedział, że poszło nam naprawdę dobrze i świetnie się ze sobą dogadujemy.
Niestety punkt 19 zajęcia się skończyły, a do mnie wróciła szara rzeczywistość. Za godzinę miałam stawić czoło Louisowi.
Pożegnałam się z wszystkimi i wyszłam na chłodne powietrze. Przecież nie musiałam wracać do domu. Pomysł z uciekającym autobusem nie był wcale taki zły.
Usiadłam na pokrytej lodem ławce i czekałam na to, co czas przyniesie. I przyniósł mi coś i to bardzo szybko.
-Zamarzniesz.
-Trudno.- Wzruszyłam ramionami. Luke usiadł obok mnie pocierając swoje dłonie.
-Dobrze, że wybrałaś AHS, Ci z MHS są dziwni i nie rozmawiam z nimi. Chociaż była kiedyś taka jedna, chyba Jenna. Miała ładne czarne włosy i pachniała mandarynkami.
-Miłość od pierwszego wejrzenia.
-Nie bądź ironiczna.- Zaśmiał się.
-Nie jestem.
-Właśnie, że jesteś. I chyba, dlatego, że jesteś zazdrosna.- Pokręciłam z niedowierzeniem głową.
-O jej czarne włosy? Oczywiście.
-O mnie.- Nie skomentowałam tego, jedynie delikatnie się uśmiechnęłam i pozwoliłam ciszy wstąpić między nas. Nie było niezręcznie, a po prostu cicho i przyjemnie. Przynajmniej dla mnie.- Czemu nie wracasz do domu?
-Czekam aż autobus mi ucieknie.- Powiedziałam patrząc przed siebie, ale kątem oka zauważyłam jak brwi chłopaka marszczą się.
-Czekasz aż zaproponuję, że Cię odwiozę.- Stwierdził rozbawiony.
-Niestety nie.- Spojrzałam na niego.- W domu czekają na mnie osoby, których nie chcę widzieć. A ty?
-Co ja?
-Czemu nie wracasz do domu?
-Miałbym Cię tu zostawić i pozwolić Ci na zamarznięcie lub co gorsza spotkanie jakiegoś zboczeńca? A poza tym mieszkam w akademiku. Nic ciekawego się tam nie dzieję prócz imprez.
-Wyglądasz na takiego, co je lubi.- Powiedziałam szczerze.
-Dzięki.
Zaczął dzwonić mi telefon, a na jego wyświetlaczu pojawił się napis tata. Kiedy odebrałam zapytał tylko czy będę na czas, a ja powiedziałam, że tak. Po zakończeniu rozmowy schowałam komórkę do kieszeni i spojrzałam na Luke’a.
I może to nie był taki głupi pomysł.
-Masz jakieś plany na wieczór?
-Nie.- Odpowiedział niepewnie.- A co?
-Zapraszam Cię na kolacje do mnie do domu. Co ty na to?
-A ja na to, że muszę powiedzieć nie.
-Czemu?- Posmutniałam. Skoro Lou mógł przyprowadzić El, ja mogę przyprowadzić jego.
-Chcesz się odegrać na chłopaku.
-Co? Czemu tak myślisz?- Spojrzał na mnie znacząco.- Będzie tam tylko mój tata, jego żona, mój… mój przyrodni brat i jego dziewczyna. To wszystko.
-Więc, czemu chcesz, żebym ja tam był?
-Bo Cię lubię?- Wstałam z ławki i złapałam go za rękę by móc pociągnąć go za sobą.
-Gdzie masz samochód?- Zapytałam, gdy staliśmy na parkingu.
-Jedziemy motorem.- Wskazał na czarny motocykl stojący pod drzewem. Podeszliśmy do niego, a chłopak wręczył mi kask, również zakładając swój. Usiadł na siedzeniu i poklepał zachęcająco miejsce za nim. Rozsiadłam się wygodnie i objęłam go w pasie lekko zdenerwowana.
-Tam gdzie wtedy?- Zapytał, a ja potwierdziłam.
Podróż nie była wcale taka straszna. Luke nie jechał tak szybko i starał się omijać dziury w drodze.
Jednak cały czas martwiłam się kolacją. To będzie katastrofa. Jak nie rozpłaczę się przez pierwsze piętnaście minut to będzie to jakiś mały sukces. Gdyby jeszcze nie było tam Eleanor, a tylko sam Tomlinson czułabym się trochę lepiej.
Luke zaparkował na posesji ojca dokładnie o 20.18, a stojący obok samochód utwierdził mnie w przekonaniu, że goście już przybyli.
-Twój stary ma dużo hajsu.- Stwierdził, kiedy szliśmy do drzwi.
-Troszkę.- Uśmiechnęłam się. Steve jak zwykle otworzył nam drzwi i przyjął od nas kurtki.
-Mam się bać?- Zapytał, gdy szliśmy w stronę jadali skąd było już słychać rozmowy i śmiechy.
-Pokaż się z jak najlepszej strony.- Weszliśmy do pomieszczenia, a wszystko momentalnie ucichło.
Spojrzałam na Louisa. Jego karmelowe włosy stały się bardziej brązowe i dłuższe. Zaczesał je do tylu likwidując grzywkę, która zawsze zakrywała jego szare oczy, które teraz patrzyły prosto na mnie. Natomiast na dole jego twarzy rosła broda, według mnie niepasująca do niego w żaden sposób. Z tego, co widziałam miał na sobie niebieską koszulę zapiętą na przed ostatni guzik i marynarkę przewieszoną przez oparcie. W żadnym stopniu nie przypominał tego Louisa sprzed sześciu miesięcy. Nie był już chłopakiem, z którym można pożartować. A przynajmniej na takiego nie wyglądał.
Obok niego siedziała El z brązowymi, lekko zakręconymi po bokach włosami i delikatnym makijażem na buzi. No i oczywiście z tym głupim uśmiechem. Miała na sobie zieloną sukienkę na ramiączka, która kolorem przypominała rzygi pawiana.
Myślałam, że czas zatrzymał się na kilka godzin, a w rzeczywistości minęło zaledwie kilka sekund.
-Przepraszamy za spóźnienie.- Odezwałam się w końcu.- To jest Luke, mój kolega, który pomógł mi wtedy na lotnisku i dzisiaj.- Wskazałam na niego.- Nie macie nic, przeciwko, że zje z nami kolację?- Nie, mój wzrok wcale nie błądził w okolicach Lou.
-Jasne, że nie.- Samantha rozpromieniała się.- Siadajcie.- Pociągnęłam go za rękaw i usiedliśmy przy stole.
-Nie mówiłeś James, że Veronica przyjeżdża.- Szatyn skierował się do ojca, a całe jego ciało zesztywniało.
-Świetna niespodzianka, prawda?
-Oczywiście.- Zacisnął szczękę.
On był obcy. Nie był chłopakiem, którego kochałam, nie znalazłam w nim żadnej cechy, która wskazywałaby, że mój stary Louis gdzieś w nim jest. Za to Calder nadal była tą samą suką, co zawsze. Uczepiła się jego ramienia i dawała doszczętnie do zrozumienia, że on jest jej.
Zapadła niezręczna cisza i słychać było tylko brzęk sztućców. Czułam jak Luke kręci się niewygodnie na krześle.
-Więc chodzicie do jednej szkoły?- Zaczął tata.
-Tak, proszę pana. Na ten sam kierunek.- Uśmiechnął się delikatnie.
-Mieszkasz gdzieś w pobliżu?
-Nie. Wynajmuję pokój w akademiku. Jestem z Edynburga.
-Rodowity Szkot?
-Tata tak, mama Portugalka.- James skinął z uznaniem głową. Widziałam po jego minie, że Luke mu się podoba.- Tak w ogóle piękny dom. Pani urządzała?- Słyszałam jak Tomlinson szepcze pod nosem lizus, ale nikt poza mną tego nie słyszał. Idiota.
-Dziękuję, tak.
-Czym zajmują się Twoi rodzice? – Wypalił.
-James.- Skarciła go Sam, ale on uciszył ją gestem dłoni.
-Um, oni mają własną restaurację.
-W tych czasach trudno o dobrą. A ty jak w pracy, Louis?
Skrobałam widelcem po talerzu, nie podnosząc z niego wzroku. Wiedziałam, że jak nasze spojrzenia się spotkają to wszystko pójdzie na próżno. Popłaczę się i zrobię cyrk. I ta cholerna El, którą wszyscy tak uwielbiają.
-Co raz lepiej.
-A, czym się zajmujesz?- Nie, nie, nie, Luke, co ty wyprawiasz?
-Pracuję w firmie ubezpieczeniowej.
-To nie jest trochę, hm, nudne?- Spojrzałam na niego zaskoczona. Czy on sobie w coś pogrywa?
-Na pewno nie tak interesujące jak chodzenie w rajtuzach po scenie.- Odgryzł się sarkastycznie. To nie szło w dobrą stronę, oj nie. A ja byłam zbyt tchórzliwa by się odezwać.
-Nie chodziłem jeszcze w rajtuzach, ale podobno są wygodne i bardzo wyszczuplają. A poza tym dziewczyny na nie lecą.- James zachichotał. Czekaj, co? On zachichotał?
Podniosłam dyskretnie wzrok i rzeczywiście mój tata śmiał się. Jednak nie było to dobrym pomysłem, bo automatycznie spojrzałam w stronę Louisa. I o mój boże, jego rysy, twarz, oczy, to wszystko było za idealne.
Oczy zaczęły mnie piec, a przed oczyma stanął mi obraz tej dwójki obściskującej się w jego pokoju.
-Przepraszam na chwilę.- Wstałam szybko od stołu i uciekłam do łazienki, gdzie się zamknęłam.
Wypuściłam łzy na powierzchnię i osunęłam się na podłogę. Objęłam ramionami kolana i schowałam w nie głowę. To było za dużo i wiedziałam, że prędzej czy później skończę w toalecie. To była tylko kwestia czasu.
On był tak cholernie perfekcyjny i tak cholernie nie mój. Podniosłam się z płytek i przemyłam twarz wodą, żeby nie wyglądać jak panda.
Opanowałam swoje emocję i wróciłam do jadalni.
-Wszystko w porządku?- Szepnął mi na ucho Luke, a ja tylko skinęłam głową.
-Nie wiesz, że nie ładnie mówić na ucho w towarzystwie.- Przeklęty Tomlinson.
-Nie wiesz, że nie ładnie trzymać łokcie na stole?
-Luke.- Upomniałam go, na co spojrzał na mnie przepraszająco. Serio, oboje zachowywali się jak dzieci. Z ty, że mój gość miał 18 lat, a Louis 24.
-Może będzie lepiej jak już pójdę.
-Nie musisz.- Zapewniłam. James i Sam na dobre wycofali się z rozmowy zajmując się jedzeniem.
-Najlepiej by było.- Zakpił Lou.
-Możesz się do cholery zamknąć?!- Krzyknęłam wywołując szok na twarzach wszystkich zebranych.- Odprowadzę Cię.- Wyszliśmy w ciszy na zewnątrz, a ja zatrząsnęłam się z zimna. Ustaliśmy obok motocykla, a chłopak założył kask. Staliśmy nie wiedząc, co powiedzieć.
-Dziękuję za zaproszenie.- Kłamał.
-Zmusiłam Cię.
-Ale i tak było… miło? No prócz tego gbura. Jak mu tam, Lewis?
-Louis.- Zaśmiałam się. Teraz gbur, a kiedyś największa dusza towarzystwa.
-No tak. Zapamiętam. Do zobaczenia jutro?- Wsiadł na motor.
-Do zobaczenia jutro.- Mrugnął do mnie i po zapaleniu silnika odjechał.
Wróciłam do jadalni, gdzie Sam zawzięcia dyskutowała o czymś z Eleanor, a tata z Tomlinsonem. Usiadłam na miejsce, a rozmowy natychmiast ucichły.
Gdyby wzrok mógł zabijać, ja leżałabym teraz martwa przez oczy pewnego szatyna.
-To o nim mi opowiadałaś?- Zapytała Samantha.
-Ta.
-Jest bardzo przystojny.- Uśmiechnęła się porozumiewawczo.
-I inteligentny.- Dodał ojciec.
-Zwyczajny aktorzyna, który nie zarobi tym na życie.- Odezwał się Louis. Chciałam dodać, że do nie dawna sam był jeszcze na utrzymaniu matki, ale powstrzymałam się.
-Kochanie jestem zmęczona.- Calder zatrzepotała sztucznie rzęsami.
-Już idziemy.
-Pójdę do siebie.- Oświadczyłam i zmyłam się na górę.
Założyłam piżamę i weszłam do łóżka, jak zwykle położyłam obok siebie bluzę i Thea, po czym w końcu mogłam wybuchnąć płaczem.
Całą godzinę jakoś się trzymałam, ale nie dałam już rady. Chciałam tylko jak najszybciej zasnąć i mieć za sobą ten koszmarny wieczór.
Jednak z tego wszystkiego nie bolało mnie najbardziej spotkanie tej dwójki, a patrzenie na to jak ktoś tak mi bliski kiedyś zmienił się nie do poznania.
Myślisz, że kogoś znasz, a potem okazujesz się, że wszystkie słowa, uczynki, gesty były kłamstwem, i ty sam żyłeś w jednym z nich.
Od dziecka małym dziewczynką opowiada się bajki o księżniczkach i książętach na białych koniach. Kreuję się u nich potem obraz chłopaka, który nie istnieję, a one mimo to szukają go.
Brednie, nikt idealny nie istnieje, a choćbyś przebywał z kimś 24 godziny na dobę przez całe życie nie poznasz go do końca, ponieważ każdy jakąś cząstkę swojej duszy zachowuję tylko dla siebie.

Więc jeśli komuś ufasz, musisz być przygotowany na to, że ta osoba, chociaż raz w życiu Cię zawiedzie.

Chyba Was rozpieszczam tymi rozdziałami :3 Tak średnio wyszedł rozdział, ale mam nadzieję, że Wam się podoba! 
Mam do Was pewną sprawę, założyłam nowego bloga (na razie pojawiły się tylko zakładki z fabułą i bohaterami) i chciałabym się Was zapytać czy chcielibyście to czytać? Więc zapraszam na http://niebezpiecznazabawa.blogspot.com/ a swoje odpowiedzi piszcie na http://ask.fm/zakazanydotyk i ogólnie zadawajcie pytania :3 
Dacie radę dobić do 30 komentarzy? :3 


38 komentarzy:

  1. cudny rozdział !! tylko ta El , no coż ..........czekam na next :) a to mój ulubiony cytat hahahha
    ", nie znalazłam w nim żadnej cechy, która wskazywałaby, że mój stary Louis gdzieś w nim jest. Za to Calder nadal była tą samą suką, co zawsze. " ahahhahahahahahhhahhhaha

    OdpowiedzUsuń
  2. No i co, Louis, niespodzianka! Ronnie przyjechała! :D
    Bardzo fajny rozdział, mam tylko nadzieję, że Ronnie nie wykorzysta Luke'a do odegrania się na Lou :) chłopak wydaje się spoko i chyba nie zasłużyłby na takie coś ;)
    czekam na nexxxt :*

    Zapraszam też do mnie:
    onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest genialny! Już nie mogę doczekać się następnego! :) xx @xxhemmings69

    OdpowiedzUsuń
  4. Super super i super.. Louis się zmienił Ehh.. No ale ogólnie rozdział świetny !! xx // Mery

    OdpowiedzUsuń
  5. No, i prawidłowo! Super rozdział! A jabym chciała tak co kilka dni nowe rozdziauy ;D *o* To jest prfekt (xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, nie prefekt, tylko perfekt xD ;**

      Usuń
  6. Cudowny!!! Uwielbiam Luka boże. Hahahaha Louis zazdrosny! Cudo !!!Czekam na kolejne♥♥♡♡♥♥♥♥♥♡♡♡♥·♡♥♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Louis powinien iść do psychiatry o postarać się o papiery na zaburzenie osobowości xD
    Ron tak trzymać - nie dawać satysfakcji innym i nie płakać przy nich.
    Niecierpliwie czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. How dear you Louis?!
    Jprdl Eleanor jest taka wkurzajaca ;-;
    Ronnie, badz silna!!

    white-black-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział ! ♥ Matko jak ja nie lubię tej Eleonor ! =.=
    Louis zazdrosny.. :D Aww :D
    Czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominuję Cię do Liebster Award!
    Więcej info u mnie: http://uncover-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/
    Miłego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
  11. hej, zapraszam cię na 1 rozdział na naszym nowym blogu: http://girls-innocence.blogspot.com/, a jeśli zaciekawi cię historia Zoey i Cassie to zostaw po sobie komentarz, zaobserwuj nas, pozdrawiam, Cassie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jejciu, ale zajebiście, że sie spotkali... wgl Lou jakiś taki spięty i wydaje sie być nieszczęśliwy z El... rozdział boski i wgl możesz nas rozpieszczać jeszcze bardziej jeśli chcesz, my sie nie obrazimy ;p czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. Eoeoeoeoeo kocham cie poprostu ♥ El to suka. Louis jest gburem. Luke wydaje się być tak bardzo podobny do Ronnie.. mogliby być razem *.* to by było najlepsze ale nie tak szybko ♡
    Kocham Cię . Życzę weny i buziaki :*
    Czekam na next (mam nadzieje ze nas po rozpieszcza jeszcze bardziej ) #kc

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny!! Czwekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział , kochana <3 Mam taką propozycje, może chciałabyś napisać 3 część tego opowiadania, bo jestem pewna, że wszyscy wierni czytelnicy chętnie by czytali ! :D <3 A, no i oczywiście zapraszam do siebie : http://sparks-fanfiction.blogspot.com/
    /Effie xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak super , że tak szybko dodałaś! Haha ale się uśmiałam przy tej kolacji :D rozdział super! Mam nadzieję ,że Lou w końcu przejrzy na te oczy ! :D I pewnie , że będę czytać Twoje nowe opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy ona moze przestać się już użalać? Nie jest z nią nie kocha jej WIEC?! niech kuz bedzie z ttm lukiem

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wierzę po prostu w to, że Lou stał się takim draniem :cc
    Ten Luke to naprawdę fajny chłopak i wyraźnie lubi Ronie, więc mam nadzieję, że będą ze sobą przez jakiś czas, chociaż nie ukrywam, że chciałabym, żeby Lou stał się taki jak wcześniej i żeby do siebie wrócili, bo byli uroczą parą *.*
    Co do Twojego nowego bloga na pewno wpadnę na niego w wolnej chwili :D
    Kocham i z niecierpliwością czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowny rozdział :D bardzo spodobał mi się moment kłótni Louisa i Luka .. czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Super rozdział :)) Wpadniesz do mnie? http://firstforbiddenlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. kocham Cię mała :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajny rozdział, czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Czekam na rozwój akcji między Ronnie, a Luk'iem. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak dla mnie ten Luke jest sto razy lepszy niż Lou. Wydaje mi się, że naprawdę lubi Ronnie i mogliby zostać ładną parą. Lou strasznie się zmienił. A tak w ogóle to rozdział jest bardzo fajny.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zaczęłam czytać tego bloga nie dawno (środa) i jest to pierwszy blog o kazirodztwie na jaki kiedy kiedykolwiek się napotkałam jest świetny

    OdpowiedzUsuń
  26. Louisa pojebało czy pojebało?
    Luke moim bogiem. AAAAAAAAAA

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobra rozdział jest wspaniały jak każdy, który tutaj przeczytałam.
    Luke jest wspaniały uwielbiam go, a Lou już dawno przestałam lubić przez to co zrobił Ronnie i jak się teraz zachowuje.
    Nie mogę się doczekać kiedy będzie następny rozdział. Pokochałam to co robisz.
    Nie mam do ciebie słów. Uwielbiam <3

    Życzę weny i pozdrawiam <3
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie lubie Lou nie chce by z nią był ona teraz może być z Lukem(n.j.t.s.p) i uwazam ze mineło pol rku a ona dalej sie uzala no ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  29. Kiedy nastepny?:(
    Czy ona moze zapomniec juz o Lou? To sie robi nudne! minęło PÓŁ ROKU !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjeżdżam na 3 dni wiec tak sobota/niedziela

      Usuń
    2. Przepraszam jeśli będzie to trochu chamskie, ale ciekawi mnie, gdzie jechałaś?
      Akurat też miałam 3-dniowy wyjazd :3

      Usuń
    3. Byłam na turnieju z kadry Mazowsza w Siemiatyczach z piłki ręcznej :)

      Usuń
  30. Świetne kiedy next ??

    OdpowiedzUsuń