niedziela, 14 września 2014

Rozdział 14

"Gdyby wszystko było dobrze dłużej niż jeden dzień, to znaczy, że coś się w końcu spierdoli."

Macie czasami to uczucie, że o czymś zapomnieliście? Na przykład o pracy domowej, która przypomina o sobie, kiedy kładziecie się późnym wieczorem spać, albo o zrobieniu zakupów, które przypominają o sobie w momencie otwarcia pustej lodówki.
A może ta rzecz, która wyleciała wam z głowy, przez cały dzień na was ciąży? Nie możecie za cholerę przypomnieć sobie, o co chodzi i nic wam w tym nie pomaga.
Lub jest coś, o czym bardzo chcieliście zapomnieć, a gdy wam się to udaję to, to jednak wraca wywracając wasze życie do góry nogami?
Macie tak?
Bo ja mam, właśnie teraz, gdy stoję na parkingu przed szkołą i nie, nie mówię o sprawdzianie, na który się nie nauczyłam, ponieważ o nim zapomniałam, i wcale też nie mówię o pieniądzach, których nie wzięłam na lunch. Mówię o Luke’u, który macha do mnie z daleka z tym swoim uśmieszkiem na ustach, widocznie wrócił już od dziadka, a ja szczerze mówiąc przez te kilka dni o nim nie pomyślałam. A jego powrót może bardzo namieszać.
Wzięłam oddech i poszłam w jego stronę, starając się wyglądać całkowicie naturalnie.
-Hej.- Przywitałam się.
-Cześć.- Mocno mnie przytulił, a ja zdziwiona nie mogłam zrobić nic innego jak też go przytulić.- Wróciłem.
-Właśnie widzę.- Mruknęłam.- Jak w Szkocji?
-Nudno. Całe dnie z dziadkiem to nic ciekawego.- Zaśmiał się.- Ale na szczęście już wyzdrowiał.
-To dobrze.
-A u Ciebie jak?
-Cóż, o wiele ciekawiej niż u Ciebie.- Przyznałam, idąc z nim w stronę klasy.- Pokłóciłam się z tatą i mieszkam u Louisa.
-Wow.- Było jedynym, co powiedział, ale nie mógł tego lepiej podsumować.
-Jedyny plus to, że z jego wieżowca jest bliżej tutaj. To ten blok przy galerii, no i widok jest niezły z okna.- Weszliśmy do sali Josh’a, ponieważ pierwszymi zajęciami dzisiaj była próba. Wszyscy byli już w środku, każdy na swoim stanowisku. Zamierzałam podejść do dziewczyn, które zajmują się scenografią, ale nauczyciel zawołał mnie do siebie.
-Jesteś dublerką, Ronnie, więc musisz przymierzyć sukienkę. Nie musisz się rozbierać, wystarczy jak nałożysz ją na ciuchy.- Podał mi długą, różową suknię z milionem falbanek i cekinów, a na ramionach przyszyte były bufony. Złapałam za końce swojego sweterka i pociągnęłam go do góry w celu zdjęcia, ponieważ pod nim miałam czarną bokserkę.
-Jak bardzo kochasz Louisa?- Usłyszałam głos Luke.
-Co?- Wykrztusiłam zaskoczona.
-Musisz bardzo, skoro wytatuowałaś sobie jego imię na biodrze.- Spojrzałam w dół, gdzie widać było czarny napis. Byłam taka nie ostrożna, że pozwoliłam, aby moja koszulka podwinęła się.
I co teraz, idiotko? Przecież nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Mimo, że nie byłam zadowolona z jego powrotu, nadal pozostawał moim przyjacielem.
-Nie jest prawdziwy.- Było pierwszym, co przyszło mi do głowy i w sumie nie takie głupie.- Jest z henny, przegrałam zakład.- Tłumaczyłam się dalej.
-O, co się założyliście?- Myśl, Ronnie, myśl.
-Eee, kto wygra mecz, no wiesz w tamten weekend był ten sparing towarzyski.- Zaczęłam się plątać.
-Tak, oglądałem.- Uśmiechnął się, a ja odetchnęłam, czując, gdzieś w środku ukucie poczucia winy. Muszę być ostrożniejsza, a szczególnie teraz, kiedy mieszkam z Tomlinsonem.- Co robisz po szkole? Może, gdzieś pójdziemy?- Nie mieszkałam z Jamesem, więc nie musiałam wracać prosto ze szkoły do domu, miałam tyle luzu ile chciałam.
-Jasne, mi pasuję.- Uśmiechnęłam się.
-Dobra, wszyscy na miejsca!- Wydarł się Josh.- Alice?! Gdzie jest do cholery Alice?- Każdy zaczął się rozglądać, ale po śpiącej królewnie nie było śladu.
-Nie przyszła jeszcze.- Oznajmił jakiś chłopak.
-Veronica do mnie, dzisiaj Twój wielki dzień.
-Co?- Zapytała zdziwiona.
-Nauczyłaś się tekstu?
-Tak, ale…
-No to dalej, chodź tutaj.- Wzięłam oddech i poszłam grać swoją pierwszą rolę w życiu.
-Za miesiąc wystawiam sztukę, a wy się wygłupiacie. Spinamy tyłki, rozumiecie?- Całą salę wypełniło zgodne „tak”.
*
Siedziałam w jednej z londyńskich kawiarni, z Luke’iem naprzeciwko mnie i filiżanką kawy w dłoni. Za oknem zapadał już zmierzch i kropił wiosenny deszcz. Spędzałam z chłopakiem już trzecią godzinę i nie brak nam było tematów. Nasze usta nie zamykały się nawet na chwilę, chyba, że w tym momencie, któreś z nas jadło truskawkowe ciasto.
Telefon miałam wyciszony, więc nie wiedziałam, że ktoś od pewnego czasu próbuję się do mnie dodzwonić.
-Kiedy wracasz do siebie?- Zapytał.
-Nie wiem, mogę być o której chcę.
-Nie, chodzi mi o to, kiedy wracasz do Ameryki?- Przygryzłam wargę, planowałam zostać do końca wakacji po tym jak między mną i Lou zaczęło być lepiej, ale skoro pokłóciłam się z ojcem to…
-Chyba do końca roku. Nie jestem pewna. A ty, kiedy wracasz do Edynburga?
-Nie wracam. Kończę szkołę, idę do pracy i kupuję własne mieszkanie.
-A studia?
-Mogę na nie iść później.- Wzruszył ramionami. Nigdy nie wyobrażałam sobie swojej przyszłości bez pójścia do college. Od zawsze wiedziałam, że będę studiować na jakiejś uczelni.- A ty?
-NYU*.- Powiedziałam z pewną dumą w głosie.
-Wow, jaki wydział?
-Jeszcze nie wiem.- Sięgnęłam po komórkę, aby sprawdzić godzinę, ale mój wyświetlacz był zawalony nieodebranymi połączeniami od Louisa i jednym esemesem „wracaj jak najszybciej”.- Luke, obawiam się, że muszę się zbierać.
-Odprowadzę cię.- Wstał, zostawiając jednocześnie na stoliku dwa banknoty.
Wyszliśmy na zewnątrz i szybkim krokiem, aby jak najmniej zmoknąć ruszyliśmy w stronę wieżowca mojego brata.
Nie minęło piętnaście minut, a byliśmy na miejscu. Weszliśmy do bloku i windą trawiliśmy na odpowiednie piętro.
-To tu.- Oznajmiłam.- Dziękuję za mile spędzony czas.- Cmoknęłam jego policzek i weszłam do mieszkania.
Powitała mnie głośna muzyka i ósemka tańczących ludzi po całym salonie. Rzuciłam plecak w kąt i podeszłam do nich.
-Hej.- Przywitałam się trochę niepewnie.
-Ronnie!- Krzyknęli zgodnie, a ja miałam potwierdzenie, że są pijani. Louis, Zayn, Liam, Niall, Harry, Perrie, Sophia i jakaś nieznana mi dziewczyna szeroko się do mnie uśmiechali. Zauważyłam także pootwierane butelki szampana rozstawione co metr i kieliszki w dłoniach, po chwili jeden wylądował w mojej.
-Co się dzieje.
-Żenię się!- Krzyknął najbardziej upojony chłopak, czyli Malik i pokazał mi na dowód swoich słów pierścionek Edwards.
-Wow.- Tylko na tyle było mnie stać, bo to serio było tylko jedno wielkie… WOW. Ten mulat, który rok temu palił ze mną papierosy na balkonie, ten, który wybierał ze mną sukienkę i ten, który był taki nieśmiały, będzie miał żonę.
Szczerze? Spodziewałam się tego po Liamie, ale nie po Zaynie.
-Gratulację.- Przytuliłam ich oboje.- A ty jesteś?
-Chloe.
-Dziewczyna…
-Nialla.- Dokończyła za mnie.
-Moja, moja.- Blondyn ją objął.
-Nie było mnie kilka godzin, a tu proszę.
-No właśnie, gdzie byłaś?- Zapytał Harry. Ups. Wiedziałam, że Louis nie przepada za Luke’iem, a wręcz go nienawidzi, więc nie byłam pewna czy w tej sytuacji mówienie prawdy było odpowiednie.
-Z koleżanką.- Napiłam się szampana.- Więc Chloe, w końcu mam okazję Cię poznać.- Uśmiechnęłam się.
-Ja Ciebie też, Niall dużo mi o Tobie opowiadał.- Zaśmiałyśmy się.
-No i Sophia, my też nie miałyśmy okazji spotkać się osobiście.- Powiedziałam do dziewczyny.
Ten dzień był zdecydowanie zwariowany. Tyle się działo, że to nie mieści się w mojej głowie. Chociaż zaręczyny przebijają wszystko, poznałam także dziewczyny Liama i Nialla, no i jestem świadkiem kolejnej z imprez zorganizowanych przez Tomlinosna, a te nigdy nie kończą się dobrze. Chłopcy byli już nieźle wstawieni, na szczęście dziewczyny jako tako się trzymały.
Ja wypiłam kolejny kieliszek szampana i drinka, a zegar wybił 22.
Siedzieliśmy rozwaleni na kanapie, dwóch fotelach, a Harry zajmował puchowy dywan. To wtedy właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Proszę, Lou, tylko nie mów, że to jacyś Twoi znajomi?- Jęknęłam. Moje oczy powoli zamykały się ze zmęczenia.
-Nikogo nie zapraszałem.- Spojrzeliśmy na niego.- Przysięgam.- Przyłożył rękę do piersi.
-Otworzę.- Zaoferował Liam.
-Powinnam się położyć, jutro czeka mnie szkoła.- Mruknęłam, ale nie zdążyłam się podnieść, ponieważ do salonu wszedł Payne z niespodziewanym gościem.
-Hej.- Przywitał się Luke.- Zapomniałaś komórki z mojej kurtki.- Faktycznie, dopiero wtedy zorientowałam się, że miałam ją schowaną w jego rzeczach.
-A ty, to kto?- Zapytał Harry, patrząc na niego podejrzliwie.
-Luke, przyjaciel Ron.
-Okłamałaś mnie?- Lou nagle jakby otrzeźwiał.
-Ja-ja.- Zaczęłam się jąkać.- Możliwe.
-Sory, stary, ona nie musi Ci wszystkiego mówić.- Próbował bronić mnie Smith.
-Nie, Luke, nie musisz.- Podeszłam do niego i wzięłam komórkę. Czułam się bardzo niezręcznie, każdy patrzył to na mnie to na bruneta. Atmosfera nie była za ciekawa.
-Po prostu nie rozumiem, czemu się tak go boisz? Co on może?
-Lepiej stąd wyjdź.- Ostrzegł go Tommo.
-Wyluzuj, Lou.- Odezwał się Malik.- Nie widzisz, że ten chłopak leci na nią? Siadaj i napij się z nami.
-On już wychodzi.- Powtórzył szatyn.
-Nie.- Zaprotestowałam. Stanowczość Tomlinosna zaczęła mnie denerwować. Miałam prawo spotykać się z kim chcę, ponieważ nie byłam jego wyłącznością. Już nie.
Pociągnęłam Smith’a za rękę i poszłam z nim do swojej sypialni. Nic nie mówiliśmy, ale nie wydaję mi się, żeby ta cisza była niezręczna.
Niestety spokój nie trwał długo, za nami przyszedł Louis.
-Powiedziałem, że on ma wyjść!
-O co Ci chodzi?!- Wydarłam się. Reszta gości dołączyła do nas, ale została na korytarzu w bezpiecznej odległości.
-ON MA WYJŚĆ.
-Nie.
-I co może jeszcze będziecie się pieprzyć w moim domu?!
-Co?- O mało się nie zakrztusiłam.- Co Ci się stało, Louis?
-O to, że to mnie ostatnio całowałaś! O to, że jesteś moja, nie jego, mnie powinnaś kochać. Tylko mnie i wyłącznie mnie, rozumiesz? Nie jego! Mnie!- Wziął do ręki szkatułkę stojącą na szafce i rzucił ją, rozbijając ją o podłogę.
Wszyscy stanęliśmy jak wryci po słowach chłopaka. Każdy patrzył na nie z szokiem, a najbardziej Lucas. Spojrzałam na Styles’a, jego oczy wyrażały tylko współczucie.
-Co to jest?- Zapytał nagle Tomlinson. Zerknęłam w tą samą stronę co on i zobaczyłam trochę pożółkłą już kartkę z napisem „Do Louisa”. Zupełnie zapomniałam, że schowałam tam ten głupi list.
-Zostaw to.- Warknęłam, ale mimo to, szatyn w szybkim tempie zgarnął kawałek papieru.

-Błagam, Louis, odłóż to.


Wohoo wena powróciła! 


25 komentarzy:

  1. omg ! jestem zszokowana w tym jednym rozdziale działo się więcej niż w całym moim życiu ,świetny rozdział ale tyle się w nim działó ,że jeszcze mój mózg tego nie przyjął!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moge sie doczekac nexta i co z listem. Boziuuuu to opowiadanie jest cudowne

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pamiętam listu. Co ona w nim napisała. Albo który to był rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg taaak! To jest świetne szybko następny plsssss xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra rozdział jest boski....a Lou taki zazdrosny uuu dzieje się :d czekam na nexta pzdr Kinga

    OdpowiedzUsuń
  6. Dajesz ognia dziewczyno!:) Pozdrawiam S.

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG, dopiero zauważyłam że dodałaś nowy rozdział i...no nie wierzę na prawdę
    Haha ile tu się działo aż mi serce waliło przysięgam :D
    Nie mogę się doczekać co będzie dalej *o*

    OdpowiedzUsuń
  8. Omnomnom *-* Ciesze się że wena wróciła ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jej fajnie że wróciłaś pisz szybko nowy rozdział bo nie mogę się doczekać reakcji Lou. Aj no i Zayn się hajtnie z Pezz SUPER ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejny świetny rozdział i kolejne wielkie zaskoczenie... nie spodziewałam się tego...
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział i te słowa Lou :* Ciekawe co będzie dalej , cieszę się ,że wena wrócila :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham to jak piszesz, jesteś WIELKA, czekam w napięciu na następny rozdział ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Zazwyczaj codziennie sprawdzam rozdziały, a akurat kiedy nie sprawdzałam taka miła niespodzianka! Skoro wena powróciła mam nadzieję, ze rozdział pojawi się już niedługo! A właśnie co do rozdziału to po prostu nie wiem co napisać, słowa Louis'a całkowicie mnie zaskoczyły, ale podoba mi się taki Louis. Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Stać mnie jedynie na jedno wielkie ''WOW''! ♥
    Jestem pod wrażeniem! ♥
    Do następnego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak mogłaś?!? W takim momencie!?! Jezu ,cały ten rozdział jest tak niesamowity ,że ciężko to wszystko opisać ;) W każdym razie genialnie opisałaś całe zajście, a kiedy Lou był zazdrosny to awww <333 Jak słodko ;* czekam niecierpliwie na kolejny rozdział bo niewątpliwie będzie tam mnóstwo akcji :D
    ~Asia~

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudownyyy ;D Kiedy nastęny ? Mam nadzieje że szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. zajebisty <3 kiedy będzie kolejny ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudoo ;D Kiedy kolejny rodział ? :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaaaaa pierdziele!!!!!!!!!! Siedzę od raana i ogarnęłam wszystko... rozumiesz? Wszystko..
    O mój boże to jest takie genialne... aż nie wiem co mam napisać...
    Mam nadzieje że Lou z Ronnie sobie wszystko wyjasnia a Luke sie od niej odwali :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Jenyyyyyy i co dalej ?!
    przeczytałam wszystko w jedną noc i mam nie wiedzieć co dalej ? W takim momencie ?!
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :D <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Wow *.* to jest niesamowite ;) czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Niby wena wróciła ale rozdziału nie ma już przez miesiąc :(

    OdpowiedzUsuń